artykuł dodany do działu Rynek medialny

Szanse i zagrożenia dla dziennikarzy prasy lokalnej

autor

dr Lidia Pokrzycka
fragment artykułu zamieszczonego w wersji anglojęzycznej pod tytułem:
Analysis of Risks and Opportunities in Journalism in Poland: The Example of the Lublin Region,
(w:) Web Journal of Mass Communication Research, Volume 8:3, Ohio University (2006)


Po 1989 roku na regionalnym rynku prasowym w Polsce następowały zmiany własnościowe w poszczególnych gazetach i czasopismach, zmieniał się system kolportażu i organizacja pracy redakcji, zaczęła także inwestować norweska Orkla, niemiecki Passauer. Jednak zarazem środowisko dziennikarskie zaczęło odczuwać skutki narastającego bezrobocia. [1]

Na przełomie lipca i sierpnia 2005 roku przeprowadziłam anonimowe badania ankietowe wśród 50 dziennikarzy regionalnych mediów w województwie lubelskim dotyczące m.in. ich statusu zawodowego, możliwości rozpowszechniania rzetelnych informacji bez konsekwencji, a także form ograniczania wolności dziennikarskiej.

Większość ankietowanych pracuje w redakcjach na pełnym etacie, ale 30% dziennikarzy utrzymuje się z wierszówki, lub prowadzi działalność gospodarczą. Na pytanie dotyczące statusu zawodowego 90% ankietowanych odpowiedziało, że jest on średni lub stale maleje. Tylko 10% zaznaczyło odpowiedź status "wysoki".

Dziennikarze piszą, że zawód traci prestiż, co daje się zauważyć podczas zbierania materiałów dziennikarskich, kiedy różne instytucje i urzędy nie liczą się z dziennikarzem, szefowie firm nie mają dla niego czasu, często odsyłają do swoich rzeczników. Ale i oni unikają dziennikarzy, którzy mają do zadania wiele krępujących lub niewygodnych pytań. [2]

Jeden z ankietowanych przyznaje, że dziennikarze gazet lokalnych wpływają na postawy czytelników, jednak wikłanie się w bieżącą politykę powoduje, że odbiera się ich pracę, jako pisanie na zamówienie konkretnych partii, czy grup wpływu. [3] Dziennikarze akcentują, że wciąż wyczuwalny jest specyficzny rodzaj prestiżu, ale wydaje się to tylko blaskiem poważania, którym cieszyli się wiele lat temu starsi koledzy. Do głównych przyczyn spadku statusu zawodowego zaliczają to, że media dają się, w dość prymitywny sposób, manipulować siłom z zewnątrz. Chodzi przede wszystkim o pieniądze, chęć utrzymania się na rynku za wszelką cenę i walkę o wąski tort reklamowy. Kolejna sprawa to ewolucja zawodu. Wprawdzie proces postępuje wielokierunkowo, z silnym nachyleniem na media elektroniczne, ale jedną z najsilniejszych tendencji jest też stale rosnące zapotrzebowanie na tanią sensację w stylu mediów brukowych. [4]

Dziennikarze narzekają także na swój status materialny. Ponosząc odpowiedzialność za słowo i mając do czynienia z krezusami także finansowymi, sami często swoją sytuację finansową oceniają jako słabą. Środowisko dziennikarskie jest rozbite, związki zawodowe są mało aktywne, nie mają wpływu na status społeczny zawodu. [5] Powodem niskiego statusu dziennikarza według części ankietowanych jest "napływ" do zawodu młodych, ale słabo przygotowanych osób, które narażają na szwank prestiż zawodu dziennikarskiego. [6] Jak pisze jeden z ankietowanych - dziennikarz jest osobą cieszącą się zaufaniem społecznym. Coraz więcej jednak osób uważa się za dziennikarzy, choć tak naprawdę nimi nie są. Niektórzy myślą, że wystarczy skończyć studia i już się jest dziennikarzem. [7] Dziennikarstwo stało się zawodem zbyt łatwo dostępnym - to refleksje większości dziennikarzy - duży przepływ przypadkowych ludzi, zbyt krótki okres terminowania zanim trafi się do zawodu, nie wpływa pozytywnie na prestiż dziennikarstwa. Za łatwo do tego zawodu trafiają przypadkowe osoby, które "na siłę" chcą zaistnieć w środowisku. [8]

Status dziennikarza jest niski i stale maleje także na skutek niewielkiej liczby miejsc pracy i słabej kondycji finansowej istniejących lubelskich redakcji. Dziennikarze są nienajlepiej opłacani, w wielu redakcjach wymaga się od nich pracy w znacznie szerszym zakresie, niż wynika to z umów podpisywanych przez nich z pracodawcą. Przykładem jest zatrudnianie na pół bądź nawet jedną czwartą etatu osób, które faktycznie wykonują pracę w pełnym wymiarze godzin (a często i większą). Dziennikarz, który chce zmienić pracę praktycznie nie ma takiej możliwości na rynku lubelskim. [9]

Problemem staje się również samo środowisko dziennikarskie, które nie potrafi utrzymać wysokich standardów merytorycznych i moralnych. Dziennikarstwo dla wielu stało się odskocznią. Dzięki niemu można znaleźć dobrze płatną pracę, rozwinąć działalność gospodarczą itp. [10] Dziennikarzy frustruje także fakt, że niekiedy ich działania zawodowe pozostają bez echa, bo atakowane instytucje nie reagują, a działania interwencyjne nie przynoszą skutków. [11] Jedna z dziennikarek pisze, że spotyka się z różnymi reakcjami na osobę dziennikarza. "Ludzie piastujący wysokie stanowiska traktują nas jak zło konieczne albo narzędzie do rozpowszechniania swoich projektów. Nie zmienia to jednak faktu, że lubelski dziennikarz jest dalej osobą poważaną. Prosty, szary człowiek najczęściej widzi w "pani redaktor" kogoś o wiele ważniejszego od siebie". [12]

Na pytanie dotyczące możliwości nieograniczonego rozpowszechniania rzetelnej informacji bez żadnych konsekwencji - 85% ankietowanych zaznaczyło odpowiedź "nie", pozostali wpisywali, że "tak", ale pod warunkiem odpowiedniej postawy redaktora naczelnego, właściciela itd. Dziennikarze piszą, że zdarza się, iż wobec "niewygodnego dziennikarza" urzędnicy stosują swoistą blokadę informacyjną lub próbują wywrzeć presję na zmianę nieprzychylnego stanowiska. [13] Gdy dziennikarz czuje się kneblowany w jednej redakcji, zawsze w ostateczności może przejść do drugiej, konkurencyjnej - pisze ankietowany. [14] Jednak regionalny rynek medialny jest ograniczony. Nie można zmieniać zatrudnienia w nieskończoność. Kolejny dziennikarz pisze, że rozpowszechnianie rzetelnych i sprawdzonych informacji spotyka się z krytyką, głównie ze strony osób publicznych (politycy, urzędnicy itp.). Jeśli dziennikarz podaje do wiadomości publicznej jakieś fakty niekorzystne dla pewnych osób to często spotyka się np. z groźbami pod swoim adresem. Nawet rzetelna informacja bywa poddawana krytyce, gdy "bohater" nie jest zadowolony z obrazu swojej osoby. Często też rzetelne informacje nie są dopuszczane do wiadomości publicznej, bo taka jest polityka danej redakcji. [15]

Dziennikarze znają także przypadki osób, które rzetelnie opisując daną sprawę musiały kilka krytycznych słów skierować w stronę wysoko postawionych urzędników. Kończyły się między nimi dobre stosunki, a dziennikarz tracił źródło informacji. [16] Dziennikarze są często wręcz szykanowani za niepochlebne informacje. Tym, którzy się "narażą" zwykle utrudnia się dostęp do informacji, a wręcz grozi nawet na forum publicznym. Przykładem może być stosunek przedstawicieli Komendy Miejskiej Policji w Lublinie do "Gazety Wyborczej". Każdy krytyczny tekst spotyka się z mało elegancką, a nawet agresywną polemiką ze strony zespołu prasowego KMP. Oczywiście KMP swoje uwagi rozsyła e-mailem w formie komunikatu do wszystkich redakcji. [17]

Dziennikarze często piszą, że lokalny rynek medialny, przy niskim czytelnictwie prasy jest uzależniony od reklamodawców i sponsorów, a ciężka sytuacja finansowa redakcji wyklucza jakiekolwiek działania wbrew polityce wydawców. [18] Jedna z dziennikarek stwierdziła, że na ogół ona i jej koledzy starają się rozpowszechniać rzetelne informacje. Jeśli jednak nie jest to zgodne z interesem partyjnego środowiska pracodawcy, wtedy konsekwencje mogą być bardzo różne - od upomnienia, po nagany służbowe, których uzasadnieniem jest... obraza najwyższych urzędników samorządowych. [19]

Rozpowszechniając rzetelne informacje dziennikarz może się narazić na "ostracyzm jakiegoś środowiska, albo sam mieć rozterki moralne. Istnieje też coś takiego jak dobry smak albo wyższy interes". Innymi słowy - podsumowuje swoją wypowiedź dziennikarz - pisać prawdę to wcale nie znaczy pisać wszystko co się wie. [20] Jak pisze kolejny ankietowany, często zdarzają się rzetelne informacje, których nie można rozpowszechniać bez konsekwencji. Lokalne środowisko określane jako "dziennikarsko-biznesowo-anawetkulturalne" jest bardzo blisko siebie. Nie można więc w złym świetle pisać o kolegach. [21]

Wydaje się, że w małych środowiskach, gdzie rynek jest niewielki, tak zwana presja środowiskowa jest bardzo silna i dziennikarze wolą się "nie narażać" po to, żeby zaprezentować swoje poglądy czy kształtować opinię publiczną. Niektórzy boją się, że jeśli "narażą się" nieodpowiedniej osobie, to mogą ponieść poważne konsekwencje zawodowe, np. będą mieli problemy ze znalezieniem pracy. [22] Dziennikarz mediów regionalnych jest poddany naciskom zwierzchników bądź wydawcy, natomiast dziennikarz gazet lokalnych (gminnych, dzielnicowych) jest uwarunkowany pewnymi zależnościami od lokalnej władzy.

Co charakterystyczne - im młodsza osoba, o małym stażu pracy wypełniała ankietę tym bardziej optymistyczne otrzymywałam wyniki. W ich przypadku ograniczenia wolności dziennikarskiej wręcz nie istnieją, z wyjątkiem autocenzury. Osoby te wiedzą, że o zatrudnienie na etacie jest bardzo ciężko i w związku z tym bezwarunkowo ufają wydawcy i redaktorom. "Praca dziennikarza "Gazety Wyborczej" polega na podawaniu rzetelnych informacji - pisze osoba o krótkim stażu w zawodzie - Za to dostaję pensję i ewentualne nagrody". "Rzetelność oraz trafność publikowanych informacji jest bardzo ważnym elementem w codziennej pracy dziennikarza. Konsekwencją upublicznienia dobrej, mocnej informacji jest pochwała przełożonych"- pisze młody dziennikarz. Z drugiej jednak strony wskazują na bardzo częste ograniczenie wolności dziennikarskiej przez autocenzurę.

Jeden z dziennikarzy wspomina o tym, że bez konsekwencji można rozpowszechniać rzetelne informacje w sytuacji, gdy właścicielem pisma jest zagraniczny koncern nastawiony wyłącznie na zysk a nie rozgrywki polityczne. Kolejny ankietowany wspomina jednak o tym, że najczęstszą formą ograniczania wolności dziennikarskiej są naciski właścicieli.

Ostatnie pytanie ankiety dotyczyło ograniczania wolności dziennikarskiej. 80% ankietowanych podkreślało bardzo częste stosowanie w dziennikach i czasopismach cenzury wewnątrzredakcyjnej, a 75% - autocenzury. [23] Dziennikarze piszą przy tym, że są tematy i problemy (niekiedy ważne i "nośne"), których podjęcie i publikacja na łamach prasy lokalnej byłaby bardzo ryzykowna, a także groziłaby poważnymi konsekwencjami zarówno autorowi, jak i redaktorowi naczelnemu.

Kolejną ankietę przeprowadziłam w marcu 2006 roku wśród 50 dziennikarzy lokalnej prasy na Lubelszczyźnie. Główne pytanie dotyczyło kapitału zagranicznego w mediach regionalnych i lokalnych. Czy oznacza on zagrożenie, czy szansę dla dziennikarzy? Pracownicy mediów podkreślają, iż można oczekiwać, że prasa z kapitałem zagranicznym będzie bardziej niezależna politycznie, ale pewność zatrudnienia (i płacy) dla dziennikarzy nadal pozostanie zerowa. Problemem staje się brak porozumienia płacowego dziennikarzy, co rodzi oczywisty skutek zabiegania o sympatię naczelnego i wiąże się z samoograniczeniem w ujawnianiu poglądów. Według dziennikarzy kapitał zagraniczny oznacza zarówno szansę, jak i zagrożenie. Wszystko zależy od tego jak wydawca podchodzi do etyki dziennikarskiej i swobody wypowiedzi, czy zależy mu na rozwoju gazety czy tylko zyskach. [24]

Ankietowani dziennikarze uważają, że kapitał zagraniczny może prowadzić w niektórych przypadkach do zaniku lokalności danych mediów, jeżeli udziałowiec chce stworzyć kalkę produktu, który funkcjonuje już na innych rynkach lokalnych. Jednak z drugiej strony, media lokalne nie zawsze mają szansę na utrzymanie się np. z reklam więc taki kapitał pomaga im trwać na rynku. Dziennikarze pisali także, że kapitał zagraniczny oznacza również dobre projekty redakcyjne, szkolenia i nowoczesne metody zarządzania. A wady to przede wszystkim podniesione ryzyko utraty pracy oraz mniejsze zarobki. [25]

Jeden z dziennikarzy stwierdził, że kapitał zagraniczny interesuje się mediami tylko dla zysku. Jego obecność wcale nie jest gwarancją stabilności ani chociażby lepszych zarobków dziennikarzy. Nowoczesne zarządzanie dotyczy tylko kwestii finansowych i ma się nijak do potrzeb czytelników ani samych dziennikarzy. Poszczególne tytuły tracą na udziale inwestora, który wypracowany przez nie zysk w minimalnym stopniu przeznacza na inwestycje. [26]

Ogólne wnioski z przeprowadzonych ankiet, które przeprowadzam systematycznie od 2002 roku (początkowo na próbie 100, a następnie 50 dziennikarzy lubelskich mediów), są bardzo pesymistyczne. Wymóg bezwzględnej dyspozycyjności, coraz niższe wynagrodzenia deprecjonują zawód dziennikarza w całej Polsce. O ważnych sprawach można pisać bez ograniczeń, jeżeli dziennikarz cieszy się poparciem redaktora naczelnego, czy wydawcy. Status dziennikarza spada, co należy łączyć z coraz słabszym rynkiem czytelniczym i reklamowym.

Media lokalne są znacznie bardziej narażone na naciski polityczne i mają skłonności do ulegania. Pracownicy mediów są coraz wszechstronniej wykształceni, ale duża ich część pozostaje bez pracy. Czasowo współpracują z redakcjami poszczególnych lokalnych gazet i czasopism (za bardzo niskie stawki, nie mając większych praw), widząc jednak realia lokalnego dziennikarstwa - coraz częściej rezygnują z pracy w wyuczonym zawodzie. Nowe technologie sprawiają, że trzeba ograniczać zatrudnienie w redakcjach, ludzie starsi odchodzą, są zwalniani, następują redukcje etatów. Szkoda tylko, że ogólnopolskie i lokalne stowarzyszenia dziennikarskie nie potrafią przeciwdziałać spadkowi prestiżu zawodu, przede wszystkim z powodu utrwalonych podziałów na tle politycznym i związanej z tym niechęci wstępowania do nich młodych ludzi.

*****
[1] Szczegółowe wyniki tych badań zostały przedstawione podczas konferencji "Między odpowiedzialnością a sensacją. Dziennikarstwo na przełomie wieków w Polsce - prasa, radio, telewizja, Internet, edukacja", Czudec koło Rzeszowa, październik 2005.
[2] Na podstawie ankiety nr 5.
[3] Na podstawie ankiety nr 32.
[4] Na podstawie ankiety nr 12.
[5] Na podstawie ankiet nr 45 i 47.
[6] Na podstawie ankiet nr 1, 6, 10, 15, 18, 23, 48.
[7] Na podstawie ankiety nr 2.
[8] Na podstawie ankiet nr 4, 29, 31, 50.
[9] Na podstawie ankiety nr 25.
[10] Na podstawie ankiety nr 7.
[11] Na podstawie ankiety nr 33.
[12] Na podstawie ankiety nr 49.
[13] Na podstawie ankiet nr 5, 18.
[14] Na podstawie ankiety nr 10.
[15] Na podstawie ankiety nr 17.
[16] Na podstawie ankiet nr 20, 29, 35.
[17] Na podstawie ankiety nr 7.
[18] Na podstawie ankiety nr 14.
[19] Na podstawie ankiety nr 39.
[20] Na podstawie ankiety nr 2.
[21] Na podstawie ankiety nr 44.
[22] Na podstawie ankiety nr 6.
[23] W skali od 4 - najczęstsze do 1 - najrzadsze formy ograniczania wolności dziennikarskiej.
[24] Na podstawie ankiet nr 5a, 10a, 16 a.
[25] Na podstawie ankiet nr 17a, 26 a.
[26] Na podstawie ankiety nr 45 a.



polecana praca

reklama

poszukaj książki na ten temat Książki związane z tematem
zobacz także więcej tytułów

13 wojen i jedna. Prawdziwa historia reportera wojennego

Resortowe dzieci. Media

Kruchy lód. Dziennikarze na wojnie

Wywiad z władzą

Portrety. Kreatywna fotografia. (poradnik)

My, właściciele Teksasu. Reportaże z PRL-u


Wpisz tytuł lub autora i wybierz z listy księgarnię do przeszukania.
Po wybraniu księgarni pojawi się przycisk wyszukiwania.

e-wydania E-wydania. Czytaj na komputerze!
zobacz także więcej tytułów

TopGear

Zwierciadło

Rzeczpospolita

Dziennik Gazeta Prawna

Wprost

Egzorcysta. Pismo ludzi wolnych
zarabiaj Zarabiaj z Reporterzy.info
zobacz także zobacz, kto dzieli się pieniędzmi
ariadna

społeczność

Facebook Twitter Google+ LinkedIn RSS

wspomóż rozwój


regulamin | polityka prywatności | współpraca | o autorze | RSS | sklep reportera | usługi finansowe | mapa serwisu | © Bartłomiej Dwornik 2oo1-2o17