menu
tygodnik internetowy nr 1/2017
poniedziałek, 25 września 2017

Warsztat reportera

O czystości dyskursu publicznego

Wojciech Warecki, Marek Warecki, www.warecki.pl
Artykuł udostępniony przez Autorów

Ksiądz wini pana, pan księdza a nam biednym ze wsząd nędza. Mikolaj Rej.

Na czym polega dobry dyskurs publiczny? Na prześwietleniu. Zwłaszcza na prześwietleniu dogłębnym. Mój brat, który miał przyjemność uczestniczyć w programie : "Prześwietlenie" (zresztą doskonałym naszym zdaniem) otrzymał takie pierwsze pytanie:
- Kto jest największym manipulatorem w Polsce? (tu warto wspomnieć, że rzecz się działa w połowie ubiegłego roku. I po krótkim namyśle zamiast udzielić jedynie słusznej odpowiedzi: "Lepper Andrzej" odpowiedział;
-Aleksander Kwaśniewski
Czym najwyraźniej zaskoczył panów redaktorów. Nie umiał się znaleźć stosownie i elegancko w "eleganckim" dyskursie publicznym. Powinien był wiedzieć, kto jest Wielkim Manipulatorem.
Wspomniany dyskurs w swoim założeniu powinien polegać na tym, że dyskutanci dążą do odkrycia prawdy i ten, który jest tej prawdy bliżej tryumfuje. Może się nawet zdarzy i taki, co prawdę chwyci jak Pan za nogi i będzie z nią biegał po studio telewizyjnym i krzyczał:" Jezus, Maryja! Dzięki pani redaktor prawda zajrzała mi prosto w oczy!"
"Co to jest prawda?" powiedział Piłat i jego pytanie zostało sztandarem relatywistów. Zwłaszcza relatywistów odwiedzających studia telewizyjne i redakcje prasowe. A prawda to nawet nie inna nazwa na kompromis czy umowę(a raczej zmowę społeczną) tylko - jak chciał Doktor Kościoła św. Tomasz prawda jest zgodą rozumu z rzeczywistością i nawet nie leży po środku tylko leży tam gdzie leży. No tak a jeśli ktoś rozumu nie ma? Albo ma wykrzywiony okrutnie? Lub - co gorsze - posiada świadomą i zła wolę taki dyskurs fałszować i wprowadzać do niego kłamstwo i sofistykę...Co wtedy na Boga?
Można zaryzykować tezę, że dobry dyskurs publiczny winien polegać na wymianie poglądów pomiędzy politykami, dziennikarzami, może naukowcami czy osobami...uczonymi w pismie, które ten spór chcą toczyć w celu odkrycia prawdy, czyli tego jak sprawy się maja w swojej istocie. Odkrycie jej winno nas wyzwolić. Nadto pozwolić na postawienie dobrej diagnozy i wyznaczenie jasnego sposobu działania. Inaczej mówiąc chodzi o to abyśmy budowali "na prawdzie" a nie na tym jak się "zdaje" temu czy owemu, bo jak ostrzega Pismo nasz dom się zawali a "upadek jego będzie wielki".
Bynajmniej kłótnia czy emocje nie są przeciwne dyskursowi o ile jest on wiedziony wedle reguł i zasad sprzyjających poznaniu prawdy i nie godzących w godność uczestników. No i jeszcze trzeba być dopuszczonym do głosu...
Prawda czy erystyka
Z dobrym dyskursem sprzeczna immanentnie jest erystyka, co już dostrzegli starożytni Grecy i tępili sofistów jak zarazę (a jeśli coś robili starożytni -zwłaszcza Grecy - to należy wziąć to poważnie pod uwagę). Jeśli bowiem pozwolimy, aby uczestnicy sporu używali metod sofistycznych i dążyli nie do prawdy ale do tego aby mieć rację (jak mawiał Schoppenhauer "bez względu ma prawdę") i do pobicie swojego adwersarza to możemy łatwo pozostać w ciemności umysłowej i moralnej mimo całej naszej elokwencji i gadulstwa.. Najczęściej taka sytuacja wcale prawdzie nie pomaga a zwykle ją wypacza. Zwłaszcza, że uczestnicy dyskursu osoby publiczne "piastujące i zasiadające" mają poważne przekonanie o swojej omnipotencji i "unikalnych w skali populacji ludzkiej" zdolnościach intelektualnych i moralnych przy których Katon (starszy i młodszy) niech się schowa. Krótko mówiąc "moc jest - niestety - z nimi". Zwykle diabeł też i okadza ich dymem swojego najgorszego z grzechów: próżności.
Za każda cenę pragną być górą w debacie, dzięki erystycznych manipulacji stać się akuszerami prawdy. Czyż nie jest tak, że istnieje grupa bardzo wpływowych polityków która omalże w każdej wypowiedzi: stosuje ataki personalne, uogólnienia, mmanipuluje znaczeniem cudzych wypowiedzi. Używa ironii i sarkazmu aby ośmieszyć adwersarza, sprowadzan wypowiedzi przeciwnika do absurdu i wiele innych metod sofistycznych (a jest ich cały worek) na wymienianie których szkoda czasu. Zapewne każdy z nas czasem używa takich metod i mówi: "Co będę z tobą Jasiu rozmawiał głupi jesteś jak noga stołowa!" Zamiast merytorycznego i poważnego w tonie wywodu na temat jasiowego pobłądzenia w prawdzie.. Istnieje płynna granica pomiędzy byciem manipulantem i erystą a przypadkowym użyciem manipulacji (co zresztą może być równie fatalne w skutkach). W tym miejscu zgodnie z duchem lenninizmu-marksizmu ilość może przekształcać się w jakość: incydentalnego erysty w Wielkiego Manipulatora.
W rzeczywistości ten, kto zasiada z sofistą do dyskusji sam jest sobie winien swojej poniewierce i sromocie. Jeśli uczestnikowi debaty nie zależy na uczciwym dociekaniu prawdy a zwycięstwie (politycznym) za wszelka cenę nie oczekuj sukcesów i odkrywania nowych horyzontów. W najlepszym wypadku możesz (dzięki znajomości metod manipulacji i obron) nie dać się spacyfikować.
Ustalenie pojęć
Częstym mankamentem dyskursu jest nie ustalenie zakresu i znaczenia pojęć jakimi się posługują uczestnicy co czyni debatę podobna do rozmowy - jak nawiał Stefan Kisielewski - gęsi z prosięciem. Niekiedy chodzi o pojęcia skomplikowane takie jak wolność czy postęp ale też zwykłe i na pozór proste jak zwycięstwo naszej partii. Przyczyny tego są zapewne wielorakie i złożone: zła wola, nieuctwo, nieumiejętność prowadzenia debaty. Dyskutanci wtedy prowadzą rozmowę zupełnie obok siebie i to o zupełnie różnych sprawach choć używają tych samych słów za którymi w rzeczywistości kryją się zupełnie inne treści.
Często manipulowanie pojęciami odbywa się z premedytacje i w "określonym" w celu podobnym jak to robili encyklopedyści francuscy - fałszowania obraz świata i manipulowania ludźmi. Zapytaj Wielce Szanowny Czytelniku, co znaczy tolerancja czy eutanazja i może Cię ogarnąć poważne niepokój i zdziwienie...
Warunki debaty
Warunki debaty powinny być porównywalne albo takie same dla wszystkich uczestników jednak w praktyce należy to rzadkości. Media mają swoje interesy i cele, jak też sympatie dlatego preferują jednych niż innych. Polega to na czasie i swobodzie prezentowania wypowiedzi jak i sytuacji z nią związanej (kreowania autora na eksperta czy niezwykły autorytet moralny.
Merkantylny wymiar poszukiwania prawdy
Dyskurs toczy się nie jak to bywało drzewiej na agorze ale w mm i te musza zarabiać w mozole pieniądze (albo co jest równie okropne realizować misję społeczną) dla tego obecnie poszukiwanie prawdy ma poważny wymiar finansowo - reklamowy. Gdyby tak było niegdyś to wyglądałoby mniej więcej tak:
  • Witamy w naszym studio w programie, "Co z ta Grecją?" pana Sokratesa z którym będzie rozmawiał znany ze swojego ciętego języka pan Protagoras...O.. coś chciał powiedzieć pan Sokrates.
  • Tak. Ale bez sofistyki! Z sofistami nie rozmawiam, bo niszczą prawdę i nie dyskutują uczciwie!
  • Tego się boisz stary capie! Prawda ma zawsze dwie strony!
  • Panowie! Towarzyszył nam będzie chór starców w składzie...
I tak dalej. Grunt żeby widownia była pełna ale zapewne rzeczywiście Sokrates nie chciałby dyskutować z przeciwnikami stosującymi sofistyczne manipulacje i skończyłby razem z Diogenesem w beczce i to małej.
Uwaga to bardzo drogi towar, dlatego bardziej się opłaca zaprosić do studia hałaśliwego i kłótliwego demagoga, który jest bardziej "medialny" czy mówce prezentującego poglądy bardziej zgodne ze zdaniem odbiorców. Z tego powodu siłą faktu do studia telewizyjnego mają słaby dostęp mądrzy nawet ludzie, którzy na wizji "zamulają i nudzą". Takie są warunki gry ale nie należy udawać, że to sprzyja poznaniu istoty rzeczy.
Zawsze trudną sprawą jest zaprezentowanie wszystkich zdań w danej sprawie i najczęściej możemy tylko dążyć do pewnego przybliżenia niemniej można odnieść wrażenie, że w Polsce niektóre stanowiska w stosunku do poglądów całości społecznych są mocno "niedoreprezentowane"
Dziennikarze akuszerzy prawdy
Dziennikarze niby stugłowy Sokrates mają odgrywać prawdę choć sami znajdują się w polu oddziaływania wielu sił:
Po pierwsze własne uwarunkowania, czyli system wartości, postawy, stereotypy, sposób pozyskiwania i analizowania informacji, motywy, interesy z których często nie do końca zdają sobie sprawę.
Drugim czynnikiem, jaki ma istotny wpływ na końcowy efekt pracy dziennikarza (zwłaszcza telewizyjnego) jest sposób i metoda prowadzenia rozmów, zjawiska grupowe i interpersonalne zachodzące w jej trakcie: konflikty, manipulacje, zachowania perswazyjne, zjawiska wpływu. Wszystko, co jest związane z przeprowadzoną rozmową lub dyskusją.(...).
Trzecie czynnik to medium i wszystko, co z tym się wiąże: specyfika przekazu telewizyjnego lub radiowego, sposób zorganizowania rozmowy w studio, stopień interaktywności. Sposób realizacji telewizyjnej.(...)
Po czwarte (choć chyba należałoby go umieścić na pierwszym miejscu) odbiorca - wpływ informacji zwrotnych, interaktywności, możliwości reakcji grupy, do której jest audycja adresowana i stopniem "orientowania się dziennikarza na odbiorcę". (...)
Pięć - inne mass media i inni dziennikarze, z którymi najczęściej twórca programu się porównuje, oceny i opinie "konkurencji".
Sześć - osoby publiczne, czyli ci wszyscy ważni i wielcy tego świata, którzy mają wpływ na kształt mass mediów (politycy, menedżerowie mass mediów, właściciele)."
Jak widać wydobywanie prawdy, zwłaszcza na wizji to sprawa nie prosta nawet i bez agentów wpływu i innych mocy tajemnych.
Wartości a prawda
Jeżeli przyjmiemy za aksjomat, że celem dyskursu publiczne jest odkrycie prawdy to ci fałszują dyskurs używając sofistyki i kłamstw zaprzeczają celowi. Lub świadomie czy nie stawiają sobie przed sobą inny a mianowicie władzę (a raz zdobytej władzy nie oddamy nigdy) lub zniszczenie przeciwnika w przestrzeni medialnej a czasem i fizycznej. Wynika z tego, że podejmowania dialogu z takimi osobnikami ma mianowicie taki sens jak snucie rozważań ontologicznych z kosiarką. Może się, co najwyżej odbywać w konkurencji pt.:, kto, na kogo bardziej napyskuje. Takie medialne zapasy w błocie, z których poza wypłatą honorariów i wzajemnym obrzuceniu się inkryminowana mazią medialną nic dla uczestników i odbiorców nie wynika (samej prawdy nie wspominając). Poza jednym. Poza wymiarem ludycznym. Kto nie lubi popatrzeć na dobrą awanturę?
Czemu służy dyskurs?
Tak pojęty czy może zniekształcony dyskurs publiczny nie staje się źródłem diagnozy społecznej ale miejsce realizowania tandetnej propagandy, "wojennej dezinformacji", polem bitwy gdzie pacyfikuje się przeciwników i ośmiesza ich racje. Gdzie wygrywa nie najmądrzejszy retor ale najskuteczniejszy erysta. Kto za to ponosi winę? My wszyscy choć może w różnym zakresie i inna jest odpowiedzialność tych "co mogą dużo". Politycy, bo pragną unicestwić oponenta (zresztą nie rzadkim motywem jest zwyczajna zemsta)). Dziennikarze, bo walenie się słowami po głowach jest "bardziej medialne ciekawsze" w ich pojęciu niż "wieczorne Polaków rozmowy". Właściciele i animatorzy mediów właściwie z tego są mego powodu. No i my, bo to oglądamy i uczestniczymy w tym procederze, biernie najczęściej ale niemniej. Nawet jeśli ogranicza się tylko do wysyłania esemesów.
Gdyby polski dyskurs publiczny był dobry spełniałby następujące warunki:
  • zakres pojęć byłby ustalony przez większość uczestników
  • celem byłoby "staniecie w prawdzie" a nie doraźne cele polityczne
  • umożliwiałby postawienie diagnozy (gdzie jesteśmy) i ocenę sytuacji przy pomocy racjonalnych kategorii (racjonalnych to znaczy takich na które zgadzają się wszyscy dyskutanci i zgodnych z rzeczywistością)
  • z dyskursu eliminowani czyli odsuwani na margines byliby manipulatory, sofiści , eryści i kłamcy
  • konflikty pełniły by rolę kreującą nowe kreatywne rozwiązania a nie jak jest obecnie piętrzenie uraz i resentymentów
  • ci którzy nim zarządzają , ludzie mm (dziennikarze, menedżerowie i właściciele mm) starali by się być bezstronni i na równych warunkach dopuszczać do niego uczestników o różnych zdaniach i opiniach
  • istniałoby porozumienie co do wartości takich jak prawda, demokracja , naród ( i wielu innych) oraz celu którego ten dyskurs ma zmierzać (dobru Polski i prawdzie)
I co wy na to? A może jak mówi J. Sztaudynger: "Głupia rozmowa nie warta słowa."?

Zobacz artykuły na podobny temat:

Sztuka robienia wywiadu - kontekst wojny

Patrycja Kierzkowska
Tym razem zaprezentuję sztukę robienia wywiadu w kontekście… wojny. Tak! Wywiad to sztuka wojny. I nie przypadkiem kojarzysz (lub nie) to z Sun Tsu “Sztuka wojny”.

Jak prowadzić firmowego bloga

Kamila Kaczmarczyk
Poradnik dla początkujących - jak umiejętnie mówić w imieniu firmy, pokazywać jej pracę "od kuchni", ale nie zdradzać jej sekretów.

Okno na świat

Bartłomiej Paulus
Korzyści płynące z Internetu szybko dostrzegły jednak duże koncerny prasowe, które bardzo dynamicznie, w bardzo zbliżonym okresie rozpoczęły swój podbój Internetu.

praca w mediach

Whitepress

reklama





zarabiaj

Zarabiaj z Reporterzy.info

więcej ofert

Reporterzy.info

Dla głodnych wiedzy

Nasze serwisy

Współpraca


© Bartłomiej Dwornik 2oo1-2o17