menu szukaj
tygodnik internetowy ISSN 2544-5839
nowe artykuły w każdy poniedziałek
tytuł monitorowany przez IMM i PSMM
zamknij

25.07.2005 Warsztat reportera

Dziennikarska hipokryzja

Daniel Szmalenberg, artykuł udostępniony przez Merkuriusz Uniwersytecki

Być może śmierć Waldemara Milewicza przyczyni się do zmiany postrzegania pracy dziennikarza przez samych dziennikarzy, jak i przez odbiorców mediów. Być może stanie się tak dlatego, że Milewicz nie był jakimś dziennikarzem. Był postacią znaczącą w polskich mediach. Jego śmierć była dla wielu osobistym ciosem. Ożywiła też dyskusję nad istotą pracy dziennikarzy.

W ten właśnie ton uderzył Fakt, umieszczając na pierwszej stronie tytuł Zabili go nam. A zdjęcie zamordowanego dziennikarza na okładce Super Expressu wywołało tak niespotykaną falę oburzenia ze strony zarówno publiczności prasowej, jak i samych dziennikarzy. W portalu internetowym Onet, pod wiadomością o proteście dziennikarzy przeciwko publikacji zdjęcia przez SE, jedne z pierwszych komentarzy mieściły się w schemacie kto jest bez winy, niech pierwszy rzuci kamień. Trudno odmówić takiemu stanowisku słuszności.

Nikt - oprócz PAPu - nie powinien był upubliczniać tych zdjęć w celach komercyjnych. Tak samo zresztą TVN nie powinna była w sobotę 15 maja br. (dzień wybrany zupełnie przypadkowo) emitować w Faktach materiałów przedstawiających najpierw Irakijczyka pod ostrzałem, czołgającego się po ulicy w kierunku najbliższego węgła, za którym mógłby się schować (po czerwonej plamie na spodniach można się było domyślać, że był poważnie ranny, przy czym jego los nie był przedmiotem najmniejszej troski ze strony lektora czytającego z off-u komentarz). Pięć minut później pokazano niesionego na noszach rannego żołnierza izraelskiego (twarz zasłonięta kwadracikami) oraz również niesionego noszach, lecz martwego - Palestyńczyka (niemal pełne zbliżenie).

Czy nie bardziej powinien obchodzić nas los tego jednego Irakijczyka, który walczy o życie dwa metry od fotoreportera, niż to, co stanie się ze zwłokami wszystkich poległych na wojnie dziennikarzy i żołnierzy razem wziętych?

REKLAMA

Wieczorem, w dniu śmierci Milewicza, Sławomir Jeneralski zaprosił do dyskusji na temat tego zdarzenia Wojciecha Jagielskiego z Gazety Wyborczej i Marcina Firleja z TVN. Firlej zagadnięty o sakramentalne po co tam jeździcie, odpowiedział - ( relacjonuję w dużym skrócie) - że wojna jest ważna i, że trzeba ją pokazywać. Owszem, wojna - a zwłaszcza ta - jest ważna, ale śmiem przypuszczać, że dla Marcina Firleja ważna jest ona dlatego, że chcą ją oglądać widzowie, a nie dlatego, że od jej rozstrzygnięć zależy życie milionów ludzi i jest to najważniejsza w tej chwili arena politycznych i militarnych zmagań.

Czy trzeba tę wojnę ludziom pokazywać? Zapewne powinno się, choć poważnie wątpię czy chociaż jedna osoba zmieniła swą opinię na jej temat pod wpływem informacji przekazywanych przez korespondentów. Ta wojna doskonale obyłaby się bez ogromnej większości z nich, często rozdmuchujących nieistotne fakty dla wysokich słupków oglądalności. Kłopot oczywiście w tym, że trudno byłoby przekonać któregokolwiek dziennikarza, że należy do tej większości.

Pewna doza hipokryzji, o różnym zresztą nasileniu, od - być może - nieświadomej, po doprowadzającą do szewskiej pasji, jest cechą wielu mediów masowych na całym świecie. Trudno znaleźć słowa komentarza wobec jednej z amerykańskich stacji, która pokazała egzekucję Patricka Berga w Iraku.

A już szczytem bezczelności ze strony zachodnich mediów jest impreza pod tytułem World Press Photo. Idea godna pochwały - nagrodzić i pokazać najlepsze zdjęcia prasowe, zachęcić fotoreporterów do bardziej twórczego podejścia do pracy. Jednym z głównych kryteriów oceny zdjęć jest to, o czym i jak opowiadają. W praktyce jednak wygląda to tak, że państwa bogate i rozwinięte najpierw wywołują wojny (Irak, Afganistan), doprowadzają do nich przez utrzymywanie dużej części świata w nędzy, bądź też bezczynnie się im przyglądają (Liberia). Następnie na miejsce masakry zlatują się stada dziennikarzy z cyfrowymi kamerami i aparatami. Na samym zaś końcu, kilku panów - uważanych za autorytety - cmoka i duma nad podziurawionymi zwłokami Palestyńczyka, albo Liberyjczykiem niosącym na rękach dwoje nieprzytomnych dzieci. Czyżby najciekawsze i najważniejsze były śmierć i cierpienie? Na WPP jest oczywiście wiele zdjęć ciekawych, wzruszających czy dających do myślenia, ale pierwsze miejsca od lat zarezerwowane są dla krwi, bólu i łez.

Jeśli ktoś chce robić szopkę z ludzkiego cierpienia, to proszę bardzo, ale tylko i wyłącznie swojego własnego. Dziennikarze są ostatnimi osobami, które mogą protestować przeciwko naruszaniu godności drugiego człowieka. W tym wszystkim nie chodzi jednak ani o cyniczne wykorzystywanie ludzkiej tragedii (Super Express), ani o piramidalną obłudę (prawie wszyscy pozostali). Po prostu - o zmarłych pamiętajmy, ale martwmy się o żywych.

Udostępnij znajomym:

dodaj na Facebook prześlij przez Messenger dodaj na Twitter dodaj na LinkedIn


PRZERWA NA REKLAMĘ

Zobacz artykuły na podobny temat:

Najczęstsze błędy w tworzeniu treści na strony internetowe

Bartłomiej Dwornik
Jakich błędów wystrzegać się jak ognia, żeby cała, często kosztowna, praca w pozyskaniu ruchu z Google nie poszła na marne? Zobaczcie podpowiedzi ekspertów, zapytanych o to przez portal Interaktywnie.com.

Bliżej reportażu

Katarzyna Bocheńska
Co to takiego reportaż? Teoretycy utrzymują, że: reportaż jest gatunkiem z pogranicza dziennikarstwa i prozy.

Media lokalne - procesy sądowe

Bartłomiej Dwornik
Dziennikarze śledczy lokalnych redakcji przeważnie pozostają w cieniu kolegów z redakcji ogólnopolskich, choć bywa często tak, że to właśnie oni jako pierwsi wpadają na trop jakiejś afery.

Jak być dobrze poinformowanym

Wayne Danielson
Jak zostać osobą z dużą, aktualną wiedzą i jak utrzymywać w ciągle zmieniającym się świecie? Oto kilka rad na dobry początek.

Media lokalne - ogłoszenia

Bartłomiej Dwornik
Z badań Agencji ComPress, przeprowadzonych w 2001 roku wśród dziennikarzy wynika, że tylko według 7 procent z nich specjaliści od Public Relations i rzecznicy prasowi dobrze znają potrzeby dziennikarzy.

Reklama społeczna jako środek skutecznej perswazji

Mateusz Rocławski
Pierwotnym założeniem reklamy było dotarcie do odbiorców i sprzedanie towaru. Jednak w tym sposobie dotarcia jest też możliwość wywołania społecznie pożądanych postaw i zachowań.

Jak tłum zmienia oblicze sprawy

Patrycja Kierzkowska
Od kilku dni myślę, że jak już ginąć to grupowo. Tłum jest ważny, bo medialny, bo to się sprzeda, bo sprawi, że będziemy chodzić po ulicach z nożami w kieszeni.

więcej w dziale: Warsztat reportera

dołącz do nas

Facebook Twitter Google+ LinkedIn RSS

reklama


Rozlicz PIT i przekaż 1,5% na projekty fundacji Ogólnopolski Operator Oświaty



zarabiaj

Zarabiaj przez internet

więcej ofert



Reporterzy.info

Dla głodnych wiedzy

Nasze serwisy

Współpraca


© Dwornik.pl Bartłomiej Dwornik 2oo1-2o23