menu
tygodnik internetowy nr 1/2017
poniedziałek, 25 września 2017

Warsztat reportera

Afganistan. Konflikty wojenne w mediach - bohaterowie i czarne charaktery

Agnieszka Osińska, Fragmenty pracy dyplomowej
OBRAZ KONFLIKTÓW WOJENNYCH W MEDIACH NA PRZYKŁADZIE WOJNY W AFGANISTANIE PAŃSTWOWA WYŻSZA SZKOŁA ZAWODOWA W WAŁBRZYCHU
Materiał udostępniony przez autorkę

O kreowaniu wizerunku Georga Busha, Rudolpha Gulianniego, Osamy Bin Ladena oraz Talibów w Gazecie Wyborczej, Rzeczpospolitej i Trybunie

BOHATEROWIE I CZARNE CHARAKTERY, CZYLI O KREOWANIU WIZERUNKU GEORGEA BUSHA, RUDOLPHA GULIANNIEGO, OSAMY BIN LADENA ORAZ TALIBÓW W GAZECIE WYBORCZEJ, RZECZPOSPOLITEJ I TRYBUNIE

3.1. Pojęcie wizerunku oraz sposoby jego kształtowania w sytuacji kryzysowej

Wydawać by się mogło, że kształtowanie wizerunku jest dość prostym zagadnieniem, któremu nie trzeba poświęcać zbyt wiele uwagi, że wystarczy posiąść trochę wiedzy teoretycznej i wprowadzić ją w życie. Jednak analizy i refleksja pokazują, jak zwodnicze jest to przeświadczenie. By zatem móc w pełni zrozumieć fenomen tego zjawiska, należy sięgnąć do jego źródła - definicji. Angielskie słowo image pochodzi z łaciny (od imitati tzn. naśladować). Oznacza sztuczne naśladownictwo lub reprezentację zewnętrznego kształtu jakiegokolwiek obiektu lub osoby. W nauce funkcjonuje dzięki W. Lippmanowi i książce "Public Opinion". Według polskiego "Słownika wyrazów obcych" jest obrazem, wizerunkiem jakiejś postaci stworzonym na podstawie jego działalności zawodowej i cech osobistych. U Kunczika pełni rolę nie tylko znaku handlowego, ale i łatwego do zapamiętania sloganu. Jawi się również jako starannie opracowany profil osobowościowy danego człowieka, instytucji, produktu lub usługi, który niejednokrotnie umożliwia zaćmienie i kamuflaż tego, co naprawdę się za nim kryje50. Bo image należy do tworów, które można zawsze spreparować, naprawić lub ulepszyć. Stąd też bardzo często tworzenie wizerunku kojarzy się z manipulacją oraz fikcją.

W szerszym znaczeniu image jest to wykreowany w określonym celu obraz odbierany przez opinię publiczną. Służy wywołaniu w odbiorcach pewnych skojarzeń - zazwyczaj emocjonalnych51, które mają przyczynić się do popularyzacji podmiotu - polityka, przywódcy, duchownego.

Podobne stanowisko reprezentuje w tej kwestii Gerhard Maletzke, z tą tylko różnicą, iż dla niego image to nie tylko "obraz nadawcy w oczach odbiorcy", ale także "obraz odbiorcy powstający u nadawcy". Na kształtowanie wizerunku składa się zatem ogół działań służących wypromowaniu danej grupy społecznej, partii bądź jednostki. Wśród nich warto wyróżnić wypowiedzi, zachowania, wygląd, kontakty z uczestnikami sceny politycznej oraz mowę ciała, czyli wyraz twarzy i mimikę, ruchy ciała, postawę, sposób ubierania, intonację głosu. Image więc - według specjalistów od kształtowania wizerunku - to nic innego, jak tylko produkt, który należy dobrze "sprzedać". A w tym z pewnością pomogą media: prasa, radio, telewizja oraz internet, które zdaniem Teda Koppela mogą sprawić, że Mojżesz zstąpi z góry Synaj nie z dziesięcioma przykazaniami, a z "dziesięcioma ofertami".

Tworzenie image'u nie zawsze służy jednak wyeksponowaniu zalet przywódcy czy jakiegoś ugrupowania politycznego. Istnieje bowiem sfera określana mianem "czarnego" public relations56, która wykorzystując techniki propagandowe (np. slogany) zajmuje się kształtowaniem wizerunku wroga.

Wizerunek wroga to automatyczne skojarzenie cech negatywnych z postrzeganym obiektem, na przykład z przedstawieniem obcego narodu. Powstaje za pomocą symbolicznego języka komunikowania międzynarodowego. Przez wiele powojennych lat język ten był zdominowany przez retorykę konfrontacji okresu zimnej wojny. W stosunkach USA - ZSRR dopiero w latach osiemdziesiątych została ona zastąpiona językiem porozumienia.

W sytuacjach konfliktu często dochodzi do konkretyzacji wizji tzw. wroga uniwersalnego. Czyhający na dobrobyt, spokój i bezpieczeństwo danego kraju "oni" stają się konkretną grupą osób, nierzadko innej narodowości, koloru skóry, wyznania59, przy czym nie bez znaczenia jest tu pojawiający się często "motyw obcości". Budowanie bowiem wizerunku nieprzyjaciela i szukanie go za granicą pozwala na wyciszenie konfliktów wewnętrznych60. Wielu jednak badaczy przekazów masowych zadaje sobie pytania: jakie osoby, jakiej płci, wykształcenia, pochodzenia, rasy, zawodu itp. są przedstawiane jako "czarne charaktery", jakie zaś jako bohaterowie? Jakie motywy nimi kierują, jakimi posługują się środkami, do jakich dążą celów i wartości?

Jednym z najwcześniejszych studiów nad pochodzeniem postaci przedstawianych w amerykańskiej prasie masowej jest analiza Berelsona i Saltera z 1946 r. na temat mniejszości etnicznych. Wykazała ona, że na łamach pisma najczęściej pojawiali się wówczas biali protestanci, bez śladów obcego pochodzenia. Rodzimi Amerykanie na ogół byli przedstawiani w korzystnym świetle, zajmowali wyższą pozycję społeczną, wykonywali najbardziej cenione zawody. Mniejszości etniczne były ukazywane zaś w rolach stereotypowych (np. Włosi jako gangsterzy). Późniejsze studium Smythe'a z 1954 r. ujawniło nieco odmienne tendencje. Na przykładzie sztuk teatralnych, przygotowywanych dla nowojorskiej telewizji badacz wykazał, że najczęściej pokazywani byli mężczyźni młodzi lub, co najwyżej w średnim wieku, zajmujący kierownicze stanowiska. Większość postaci, to praworządni, zdrowi i normalni obywatele. Złoczyńcy byli na ogół starsi niż bohaterowie pozytywni, i raczej pochodzenia nieamerykańskiego (europejskiego i orientalnego). Nowsza praca Gerbnera (1973), oparta na analizie programu telewizyjnego w latach 1967 - 1971, potwierdziła wcześniejsze ustalenia62, a wiele z wyżej wymienionych tez znalazło również odzwierciedlenie w kreacji wizerunku naczelnych postaci konfliktu Ameryka - Afganistan.

3.2. Podobieństwa i różnice w kształtowaniu przez Gazetę Wyborczą, Rzeczpospolitą oraz Trybunę wizerunku Busha, Gulianniego, bin Ladena i talibów.

W niespełna rok po zamachach na World Trade Center Barry Levinson, reżyser i specjalista od kreacji bohaterów filmowych w wywiadzie dla Newsweeka stwierdził, iż Osama bin Laden lepiej dba o swój image niż George W. Bush. Podobną opinię wyraziła Rada Spraw Zagranicznych (Council on Foreign Relations): "Wiele narodów, zwłaszcza islamskich, odbiera USA jako kraj arogancki, pochłonięty sobą i przesiąknięty hipokryzją. Stany Zjednoczone muszą zatem popracować nad swoim wizerunkiem za granicą". Niezależnie od tego, co dobre, co złe - kontynuuje Levinson - i jak nikczemny jest bin Laden, jeśli mówimy: "Musimy go zaatakować, musimy go złapać i zabić", negatywna reakcja jest natychmiastowa. To zupełnie tak, jakbyśmy mówili całemu Bliskiemu Wschodowi: "Teraz my o was decydujemy". A w ten właśnie sposób postępuje Bush: gada bez zastanowienia, nie stosując roztropnej autocenzury. Bin Laden zaś jest milczący i tajemniczy, dlatego w filmie byłby świetną postacią.

Słowa te dla wielu osób mogą wydać się kontrowersyjne, tym bardziej, że padały również z ust dziennikarzy Rzeczpospolitej, Trybuny i Gazety Wyborczej. Zaledwie dzień po zamachach na World Trade Center Rzeczpospolita opublikowała na czwartej stronie środowego wydania artykuł Ryszarda Malika Fanatyczny wojownik islamu. Tekst w całości poświęcony był Osamie bin Ladenowi. Znalazły się w nim informacje dotyczące m.in. życia prywatnego terrorysty, jego majątku i wreszcie - zamachów, w których brał czynny udział. Zwyczajem autora stało się już formułowanie takich opinii jak ta: "Historia tego saudyjskiego milionera (jego fortunę szacuje się na 259 milionów dolarów) jest zadziwiająca". Co więcej, niektóre z nich pojawiły się w jedenastolinijkowym leadzie, nad którym umieszczona została fotografia uśmiechniętego bin Ladena! Malik rzekomego sprawcę zamachów terrorystycznych potraktował więc tak, jak się traktuje narodowego bohatera: z szacunkiem i z podziwem. Mało tego, przyczynił się do wzrostu popularności przywódcy Al Kaidy, łamiąc tym samym jedną z naczelnych zasad dziennikarstwa. A to w tym zawodzie jest niedopuszczalne. Największą jednak przesadą dziennika było umieszczenie na tej samej stronie analizy autorstwa Ryszarda Malika opatrzonej tytułem Deklaracja wojny. Znaleźć w niej można m.in. takie oto zdanie: "W wielu stolicach arabskich i muzułmańskich politycy wykreowali negatywny obraz USA, jako państwa wrogiego Arabom i islamowi. Uczynili tym samym, niezależnie od intencji, wielką przysługę terrorystom". Słowa te do złudzenia przypominają wypowiedź Barry Levinsona. O ile jednak specjaliście od kreowania wizerunku bohaterów filmowych można wybaczyć głoszenie tego rodzaju sądów, o tyle dziennikarzowi poważnej ogólnopolskiej gazety - nie.

Profesjonalizmem nie wykazała się również Gazeta Wyborcza, która podobnie jak Rzeczpospolita na pierwszej stronie piątkowego numeru (cztery dni po zamachu) zamieściła zapowiedź artykułu Wojciecha Jagielskiego Szuka go cały świat. Już sam nadtytuł Portret Osamy ben Ladena, największego terrorysty świata, zdradzał charakter zawartych w tekście informacji. Zadziwiały one tym bardziej, iż ich autorem był reporter od lat zajmujący się konfliktami w Afganistanie: "Kiedy przychodził na świat w Dżidzie w Arabii Saudyjskiej nad morzem Czerwonym jako 17.dziecko przedsiębiorcy budowlanego (dochował się on ich w sumie ponad pięćdziesięciorga), wydawało się, że dożyje swych dni jako dziedzic rodzinnej fortuny, pędząc żywot równie dostatni co monotonny. Magazyny "Forbes" i "Fortune" szacowały fortunę klanu ben Ladenów na 5 mld dol. I faktycznie, przygotowywał się do roli dziedzica majątku, studiując zarządzanie i przedsiębiorczość. Niczym się nie wyróżniał poza posturą - prawie dwa metry wzrostu przy sześćdziesięciu paru kilogramach wagi". Oprócz szczegółowej biografii Jagielski przedstawił również hasła manifestacyjne bin Ladena. Oto jedno z nich: "Wydaję wojnę szatanowi, którym jest Ameryka. Będę z nią walczył, póki starczy mi sił, aż do zwycięskiego końca. To jest cel mojego życia". Publikacja tej wypowiedzi nigdy nie powinna mieć miejsca. Nie dość, że naruszyła dziennikarski kodeks, to jeszcze przyczyniła się do kreacji wizerunku terrorysty jako osoby niezwykle odważnej, walecznej i siejącej wokół grozę. Sam zaś tekst napisany został niezwykle barwnym i dynamicznym językiem przez co niejeden czytelnik mógł odnieść wrażenie, iż zamiast gazety czyta scenariusz jakiegoś sensacyjno-przygodowego filmu. Jagielski chyba po raz pierwszy nie zachował się w swej pracy jak profesjonalista. Zamiast rzetelności i zasad etyki wybrał niesumienność. Artykuł Szuka go cały świat bardziej przypominał zatem książkę Elaine Landau Osama ben Laden. Wojna z Zachodem, w której autorka na prawie dwustu stronach szczegółowo opisywała życie i działalność terrorystyczną przywódcy Al Kaidy niż prawdziwą, reporterską relację. Warto zwrócić jednak uwagę, iż tekstów o podobnej konwencji czy tonacji w Gazecie Wyborczej było znacznie więcej. Wymienić tu chociażby należy wywiad z 12 września Moniki Słowakiewicz z Yael Shahra, ekspertem Instytutu Polityki Międzynarodowej do Walki z Terroryzmem przy Ośrodku Międzydyscyplinarnym w Herzliya w Izraelu Ludzi ben Ladena było na to stać lub artykuł Kto mógł to zrobić?, w którym autorka - Monika Słowakiewicz przedstawiła historię pięciu największych siatek terrorystycznych: Hezbollahu, Grupy Islamskiej, Organizacji Wyzwolenia Palestyny, Hamasu i Organizacji Abu Nidala, znanej też jako Czarny Wrzesień.
Ten sam zarzut po raz kolejny można postawić Rzeczpospolitej, która na czołówce szóstej strony piątkowego numeru zamieściła tekst Ryszarda Malika Talibowie przebrali miarkę.

Obok niego pojawiło się również zdjęcie przedstawiające trening terrorystów w Afganistanie. W artykule zaś znalazł się opis działań talibów przypominający raczej reklamę niż informację. Powszechne stało się już używanie przez dziennikarza takich zwrotów jak: "byli witani kwiatami", "charyzmatyczny przywódca", "doskonale wyszkoleni", "odnieśli sukces", "legenda, jaką wokół nich stworzono".

Z wychwalania zasług talibów i bin Ladena nie zrezygnował także lewicowy dziennik Trybuna. W jednym z jego weekendowych wydań umieszczono artykuł Zygmunta Słomkowskiego Prorok religii terroru. Był on całkowitym pogwałceniem zasad Jakubowicza. Dyskwalifikował go przede wszystkim lead, w którym znalazły się antyamerykańskie hasła wypowiedziane przez szefa Al Kaidy w styczniu 1999 r. podczas wywiadów dla Newsweeka i Time (mowa o tym była już w pierwszym rozdziale). Trybuna podobnie zresztą jak Rzeczpospolita i Gazeta Wyborcza pokusiła się także o propagowanie wizerunku bin Ladena, zamieszczając na pierwszej stronie sobotniego numeru Magazynu fotografie terrorysty, opatrzone m.in. takimi podpisami: "Osama bin Laden przemawia", "Kim jest człowiek, który zieje religijnym fanatyzmem i polityczną nienawiścią?"70. W gazecie nie zabrakło również informacji poświęconych działaniom islamskich ekstremistów (Mekka terroryzmu, Pościg ciągle trwa). A wszystko utrzymane w filmowej konwencji.
Powyższe opinie doskonale udowadniają stronniczość Trybuny, Rzeczpospolitej i Gazety Wyborczej. Dziennikarze sympatyzują nie tylko z terrorystami, ale i z przywódcami Ameryki. Działają zatem w dwie strony.

Poparcie dla Amerykanów najbardziej uwidocznione zostało w Rzeczpospolitej, której tytuły Jesteśmy z tobą, Ameryko, Ameryka potrzebuje sojuszników, Wróg numer jeden, Ameryka w żałobie, Świat modli się z Ameryką, Chwila milczenia, marsze pokoju i solidarność, Świat ramię w ramię z Amerykanami "mówią" już same za siebie. Prawie w każdym numerze przeczytać zatem można było takie oto opinie: "W tej dramatycznej konfrontacji jesteśmy po stronie wartości, które zostały z całą bezwzględnością zaatakowane w Nowym Jorku i Waszyngtonie. Dziś głęboko współczujemy i solidaryzujemy się z Ameryką". Czy słuszne? Z punktu widzenia zawodu dziennikarza - nie. Z punktu widzenia zwykłego człowieka - tak. Rodzi się więc kolejna kwestia warta wyjaśnienia: czy Rzeczpospolitą oskarżyć można o stronniczość? By jednak odpowiedzieć na to pytanie, trzeba najpierw ustalić czym owa stronniczość jest.

A wbrew pozorom nie jest to wcale takie łatwe. Kiedy w potocznym języku nazywamy jakiegoś dziennikarza "stronniczym", zwykle nie jest to pochwała. Przymiotnik "stronniczy" (podobnie jak "interesowny", "partykularny", "egoistyczny") jest przez konwencję językową zarezerwowany dla wypowiedzi wyrażających krytykę, a nawet potępienie. Współcześnie słowo to nabiera tym większej mocy negatywnej, że jego przeciwieństwem jest pojęcie obiektywizmu - dziennikarskiej cnoty. Nie znaczy to jednak, byśmy mówiąc o stronniczościw dziennikarstwie, zawsze mieli na myśli to samo. Istnieją bowiem cztery sposoby rozumienia tego zjawiska, z czego tylko dwa ostatnie można uznać za z gruntu niegodne dziennikarza:

Po pierwsze, stronniczym nazwiemy dziennikarza, którego podejrzewamy o to, że opisując jakiś konflikt interesów czy spór, sam zajmuje stanowisko w tym sporze, czyli staje po jednej ze stron.
Po drugie, na ten sam epitet może zasłużyć sobie w naszych oczach dziennikarz, który jawnie deklaruje swoje przekonania i poglądy, szczególnie wtedy, gdy są one odmienne od naszych.
Po trzecie, stronniczym możemy nazwać dziennikarza, który pisze to, co pisze lub mówi to, co mówi, nie dlatego, że w toku dociekania prawdy o jakiejś sprawie doszedł do określonych wniosków, ale dlatego, że ma własny materialny, towarzyski lub polityczny interes w tym, by publikować pewne treści.
Po czwarte, o stronniczość możemy posądzić dziennikarza, którego podejrzewamy o dokonywanie manipulacji, niezależnie od tego, czy cokolwiek jawnie deklaruje, czy też stara się stworzyć wrażenie obiektywnego.

Stronniczość interesowna w swych pobudkach jest bardzo poważnym naruszeniem zasad etyki zawodowej. Manipulacja zaś jest bodaj największym grzechem przeciwko odbiorcom. Stronniczość polegająca na bezpośrednim angażowaniu się dziennikarza w publiczne spory z pobudek bezinteresownych można oceniać różnie. Czasem negatywnie, ale nie zawsze, bo są do pomyślenia sytuacje, w których dziennikarz może, a niekiedy wręcz powinien, zadeklarować się jako człowiek, jako obywatel - po stronie dobra, przeciw złu. Natomiast stronniczość polegającą jedynie na ujawnianiu przez dziennikarza jego opinii można zasadnie uznać za coś niedobrego tylko wtedy, gdy takie zachowanie koliduje z konkretną rolą dziennikarską i rodzajem medium.

Wracając zatem do postawionego na początku pytania, czy Rzeczpospolitą można oskarżyć o stronniczość, odpowiadam: po części tak. Dziennik informacyjny nie powinien bowiem utożsamiać się z poglądami żadnej opcji politycznej, chyba, że wypowiada je felietonista albo komentator. Bo tylko te dwie osoby mają prawo do subiektywnego spojrzenia na sprawę. W innym przypadku nie może być o tym mowy. A jeśli dana gazeta złamie tą zasadę, jest to praktyka naganna.

O stronniczość nie można na pewno posądzić Gazety Wyborczej, która jeśli już decydowała się na opublikowanie materiałów poświęconych Bushowi, nie wyrażała w nich własnego poglądu na zaistniałą sytuację, a jedynie cytowała opinie innych. Trzy dni po zamachach na World Trade Center można było zatem przeczytać na łamach dziennika orędzie prezydenta Ameryki, wywiad z Januszem Głowackim, autorem powieści, scenariuszy filmowych (Rejs), sztuk (Kopciuch, Antygona w Nowym Jorku) i artykuł Stanisława Gomułki, profesora London School of Economics Teraz recesja?. Nie zabrakło także wypowiedzi byłego szefa MSZ Bronisława Geremka (Imperium zła), Michaela Emersona, analityka ekonomicznego z Centre for European Policy Studies w Brukseli oraz Jana Pawła II. Teksty te, z pozoru mało ważne, przyczyniły się jednak do popularyzacji wizerunku światowej sławy polityków. Skorzystał na tym przede wszystkim George Bush, którego zachowanie i sposób wypowiedzi w pełni odpowiadają określonym przez Edwarda Pendraya dziewięciu zasadom dobrego image'u:

  1. Im lepiej cię znają, tym bardziej cię lubią - ale pod warunkiem, że na to zasługujesz. Gdy kiepski wizerunek jest wynikiem nieznajomości, można go poprawić, ale wówczas ujawniają się nasze wady. Lepiej więc stale dbać o naszą reputację.
  2. Zmieniaj się. Łatwiej zmieniać siebie niż innych ludzi. Zbiorowość nigdy nie zmieni swej opinii, jeśli sam jej nie zmienisz.
  3. Mów językiem czynów. Popieraj słowa czynami. Same słowa są puste.
  4. Nie ustawaj w dobrych uczynkach. Opinia publiczna wymaga czasu na dostosowania się do zmiany. Daj jej czas na formowanie.
  5. Prawda jak oliwa, zawsze wypływa na wierzch; półprawdy i fałszerstwa kiedyś zostaną zdemaskowane. Zawsze opieraj się na prawdzie. Nie ma ona substytutów.
  6. Wspieraj swe pieniądze sercem. Same pieniądze nie zdobędą gorącego poparcia. Popieraj pieniądze własnym zaangażowaniem w daną sprawę, społeczność lepiej przyjmie twoją ofiarność.
  7. Możesz lubić ciasto, ale ryba łapie się na robaki. Musisz uwzględnić nie swoje upodobania, ale preferencje zbiorowości. Jeśli masz omawiać tematy abstrakcyjne, zakotwicz je na tym, co interesuje ludzi, a nie ciebie.
  8. Ludzi najbardziej interesują bliźni, chcą słuchać o innych ludziach, mniej są zainteresowani instytucjami i statystykami. Wyrażaj swe idee w kategoriach ludzkich.
  9. Uważaj na tę pływającą belkę - to może być krokodyl! Sprytne lub łatwe rozwiązania nie zawsze są skuteczne. Zanim zajmiecie oficjalne stanowisko, należy przeanalizować wszystkie możliwe reperkusje80.


Reporterzy Gazety Wyborczej jako jedni z nielicznych starali się również przybliżyć czytelnikowi obraz życia arabskich kobiet i dzieci. Piotr Pacewicz tak wspomina pracę w dzienniku po ataku: "Jak zawsze poszukiwaliśmy komentarzy, analiz. Próbowaliśmy nie pomijać arabskiego punktu widzenia - by chór potępienia nie godził w cały świat islamu". I może właśnie umiarkowane ferowanie wyroków i zachowanie zasad dobrego dziennikarstwa przyczyniło się do zwiększenia nakładu czwartkowych i piątkowych numerów GW: "Godzinę po zamachu do redakcji zadzwoniła dyrekcja naszego wydawnictwa. Wtedy zapadła decyzja o dodrukowywaniu Gazety"82 - komentuje Pacewicz.
Wyjątkiem był jedynie tekst Marcina Fabjańskiego Najdzielniejsi, najlepsi opisujący w samych superlatywach nowojorskich strażaków i policjantów. Po jego przeczytaniu czytelnik mógł wysnuć wniosek, iż GW wyraźnie solidaryzuje się z mieszkańcami miasta ogarniętego tragedią.. Same jednak określenia: "najdzielniejsi" (the bravest) i "najlepsi" (the best) nie są wymysłem autora lecz cytatem zaczerpniętym z amerykańskich gazet. W Wyborczej zresztą często można odnaleźć artykuły dotyczące zarówno środowisk Busha, jak i bin Ladena. Dzięki temu GW w stosunku do konkurencyjnej Rzeczpospolitej i Trybuny jawi się jako rzetelny dziennik informacyjny.

A skoro już mowa o Trybunie warto wobec tego zaznaczyć, iż zawarte w niej teksty do złudzenia przypominają redakcyjną politykę Rzeczpospolitej. Zatem i w lewicowym dzienniku pojawiają się teksty przychylne amerykańskiemu narodowi: Osama bin Laden na celowniku, Totalna nienawiść, Okropna zbrodnia, Solidarni z ofiarami, Solidarność i gotowość pomocy, To było serce i chluba, Ameryka stawia czoło nowemu wyzwaniu, Diaboliada. Co więcej, Trybuna jako jedyna na drugiej stronie weekendowego wydania pokusiła się o zamieszczenie sylwetki Rudolpha Gulianiego. Znaleźć w niej można było m.in. informacje dotyczące życia prywatnego burmistrza Nowego Jorku oraz opinie jego przeciwników i zwolenników. Dziennik w artykule Akcja "zero tolerancji" jasno również określił swój stosunek do Gulianiego, charakteryzując go jako szybkiego, rzeczowego i niezmordowanego przywódcę.

Reasumując, żaden z trzech ogólnopolskich dzienników nie pozostał do końca obiektywny, choć zarówno Rzeczpospolita, jak i Gazeta Wyborcza oraz Trybuna wykazały się większym profesjonalizmem niż podczas relacjonowania samego zamachu. Jeśli chodzi zaś o kwestię kształtowaniu wizerunku, jest ona dość prosta.

I Bush, i bin Laden zostali przedstawieni przez dziennikarzy jako niezwykle odważni, charyzmatyczni przywódcy. O ile jeszcze w przypadku prezydenta Ameryki taką postawę redaktorów można zrozumieć, o tyle w przypadku szefa al. Kaidy już nie. W rzetelnym dziennikarstwie niedopuszczalne jest bowiem popieranie działań terrorystycznych i głoszenie haseł manifestacyjnych fanatycznych wojowników walki o wolność czy o jakąś inną "słuszną" sprawę. Być może Rzeczpospolita, Gazeta Wyborcza i Trybuna nie zrobiły tego świadomie, ale w przypadku tak poważnej kwestii, jaką jest terroryzm, powinny zachować szczególną ostrożność. Opatrzyć komentarzem warto również inne zagadnienie. Okazuje się bowiem, iż od roku 1954 ( data wydania studium poświęconego kreowaniu wizerunku) w temacie "kształtowanie wizerunku wroga i bohaterów" niewiele się zmieniło. Postaciami pozytywnymi są wciąż Amerykanie o wysokim statusie społecznym, a rola "czarnych charakterów" przypada obcokrajowcom z rejonów wschodnich. Na koniec dla porównania warto jeszcze przytoczyć kilka tytułów, które potwierdzą postawioną przeze mnie tezę: Talibowie straszą świętą wojną (Rzeczpospolita) - Świat przeciw terrorowi (Gazeta Wyborcza), Barbarzyńcy XXI wieku (Rzeczpospolita) - Jest wspólny wróg (Rzeczpospolita), To oni zrobili (Gazeta Wyborcza) - Ameryka płacze (Gazeta Wyborcza).
*****
BIBLIOGRAFIA:

Literatura:
  1. Bauer Zbigniew, Chudziński Edward, Dziennikarstwo i świat mediów, Kraków 1996
  2. Goban-Klas Tomasz, Media i komunikowanie masowe. Teorie i analizy prasy, radia, telewizji i Internetu, Kraków 2000
  3. Kunczik Michael, Zipfel Astrid, Wprowadzenie do nauki o publicystyce i komunikowaniu, Warszawa 2000
  4. Mroziewicz Krzysztof, Sytuacja gatunków dziennikarskich po 11.września
  5. Landau Elaine, Osama ben Laden. Wojna z Zachodem, Warszawa 2001
  6. Legutka Piotr, Mity czwartej władzy, Książki Wydawnictwa Literackiego
  7. Public relations w teorii i praktyce, pod red. B.Ociepki, Wrocław 2002
  8. Ociepka Beata, Komunikowanie międzynarodowe, Wrocław 2002
  9. Taylor Paul, Wojna i media. Propaganda i perswazja w wojnie w Zatoce Perskiej, New York 1992
  10. Tokarski Jan, Słownik wyrazów obcych, Warszawa 1980
  11. Vademecum dziennikarstwa BBC, tłum. Joanna Pogorzelska, BBC 1989
  12. Zasępa Tadeusz, Media, człowiek, społeczeństwo. Doświadczenia europejsko-amerykańskie, Częstochowa 2000

Prasa i czasopisma, materiały źródłowe:
  1. Gazeta Wyborcza 2001
  2. Rzeczpospolita 2001
  3. Trybuna 2001
  4. Press 1999 - 2001
  5. Newsweek Polska 2001 - 2002

Zobacz artykuły na podobny temat:

Piszmy szybko, żyjmy długo!

Adam Degler
Czym może być pisanie? Sztuką prostoty. Czego potrzeba, żeby nią było? Uczciwości i odrobiny pokory. Bo zawsze będzie ktoś, kto od nas lepiej pisze lub pisał.

Między polityką i komercją

Piotr Zaremba
Polskiej prawicy nie przypadł nigdy w udziale tak wielki wpływ na media, nigdy też nie miała okazji manipulowania publiczną telewizją, nie ona więc zagraża wolności słowa. Źródło: Tygodnik Powszechny.

Techniki manipulacji w tekstach reklamowych

Anna Gródecka
Jednym z zagrożeń, które czyhają na człowieka we współczesnym świecie, jest zjawisko manipulacji. Stanowi ono niebezpieczeństwo, ponieważ traktuje ludzi w sposób przedmiotowy, stosując podstęp.

praca w mediach

Whitepress

reklama

Dwornik.pl • szkolenia • warsztaty • marketing internetowy




zarabiaj

Zarabiaj z Reporterzy.info

więcej ofert

Reporterzy.info

Dla głodnych wiedzy

Nasze serwisy

Współpraca


© Bartłomiej Dwornik 2oo1-2o17