menu
tygodnik internetowy
ISSN 2544-5839
zamknij
MediaHisttory Podcast

6.04.2026 Historia mediów

Historia La Jornada. Lekcja niezależności od dziennika z Meksyku

Małgorzata Dwornik

Powstał dzięki determinacji dziennikarzy i wsparciu noblisty. Na pierwszy numer złożyli się nawet studenci i bezdomni. Przetrwał trzęsienia ziemi, kryzysy finansowe i ataki polityczne. Dziś dziennik La Jornada z Meksyku to silna, niezależna marka z 10 edycjami regionalnymi i milionami odsłon w internecie.
Read this article English edition in Global Edition

Historia La Jornada. Lekcja niezależności od dziennika z Meksykuilustracja: jornada.com.mx

29 lutego 1984 roku, wieczorem, w stolicy Meksyku, w hotelu de México doszło do spotkania ludzi, którym na sercu leżało dobro kraju. Spotkanie zwołała grupa dziennikarzy pod przywództwem Carlosa Payána Velvera, która nie zgadzała się z polityką rządu i głównych krajowych dzienników Uno más Uno i Excélsior. Do dziennikarzy dołączyli działacze społeczni, naukowcy, artyści, fotografowie, a nawet politycy. Ta wielozawodowa grupa podjęła decyzję o powstaniu nowej pozycji medialnej, dostarczającej wiarygodnych informacji.

Wiadomość o tym poszła w świat w formie gazety numeru 0 jeszcze tego samego wieczoru. Nadano jej miano La Jornada (Dzień) i zapowiedziano, że dziennik będzie redagowany przez zespół dziennikarzy zobowiązanych do niezależności i różnorodności opinii. Na jego łamach znajdować się będą analizy, informacje polityczne, teksty kulturowe, materiały gospodarcze i artykuły społeczne.

Nowy Dzień od tych i dla tych, którym zależy


Jednak mimo silnej motywacji i poparcia społecznego, gazeta nie ukazałaby się, gdyby nie wsparcie meksykańskiej elity artystycznej. Pomysł pomysłem, chęci chęciami, ale żeby drukować gazetę, potrzebne są pieniądze. Okazało się, że tak, ale nie całkiem takie duże, bo:

  • Gabriel García Márquez napisał reportaż, nie pobierając zapłaty;
  • Vicente Rojo zaprojektował gazetę, nie pobierając zapłaty; 
  • Juan Sepúlveda wynajął redakcji budynek przy Balderas 68, nie pobierając zapłaty;
  • Alberto Bitar udostępnił swoją prasę drukarską, nie pobierając zapłaty; 
  • Manuel Barbachano Ponce zadedykował redakcji premierę filmu „Frida”, którego był producentem;
  • gospodynie domowe, rolnicy, właściciele małych firm, studenci, obrońcy praw człowieka, a nawet bezdomni zostali akcjonariuszami gazety (wystarczyło wpłacić na ten cel 20 dolarów).

Tak narodził się nowy dzień, dziennik La Jornada, którego pierwszy numer ukazał się 19 września 1984 roku. Nad tym pierwszym historycznym numerem pracowała grupa:

  • Carmen Lira Saade, 
  • Carlos Payán Velver, 
  • Humberto Musacchio, 
  • Miguel Ángel Granados Chapa, 
  • Gabriel García Marquez, 
  • Vicente Rojo.

To tylko ścisła ekipa, bo współtwórców było o wiele więcej. Każdy, komu zależało na wolności prasy, dokładał swoją cegiełkę. Dyrektorem nowo powstałej firmy został Carlos Payán Velver, jego zastępcą Humberto Musacchio, a pieczę nad redakcją objął Gilberto Meza. W pierwszym swoim wspólnym artykule redakcyjnym napisali: ...La Jornada pojawia się, gdy społeczeństwo meksykańskie wciąż zmaga się z jednym z najgorszych kryzysów w swojej historii i spustoszeń, jakie ten kryzys spowodował… zniechęcenie i cynizm, czyli fatalistyczna akceptacja faktu, że dopóki kryzys trwa, próby naprawy niesprawiedliwości i niedociągnięć są bezcelowe…

Pieniędzy starczyło na tydzień


Vicente Rojo, który był projektantem gazety, zadbał też o logo nowo powstałej pozycji. - Chciałem przedstawić obraz świata, w którym ukazany jest upływ dnia, od rana do nocy - powiedział w wywiadzie dla Cervantes Virtual Center. I tak przy nazwisku dyrektora, zaraz pod tytułem, zagnieździło się pół słońca i pół księżyca jako całość. Świecą do dziś.

Choć pierwszy numer, który miał 32 strony, 4 kolumny, był tabloidem, ale niekoniecznie wysokich lotów, i spotkał się z gorącym przyjęciem czytelników, to finansów starczyło tylko na tydzień druku. Jednak determinacja dziennikarzy, którzy postawili sobie za cel wydawanie dziennika niezbędnego dla politycznego, społecznego i kulturalnego rozwoju kraju oraz zapewnienie głosu i platformy dla grup społecznych, którym go brakowało… przyniosła sukces i widoczne efekty.

Tym bardziej że od pierwszych dni swego istnienia gazeta borykała się z oporem rządu, który bardzo utrudniał jej działalność. Głównym problemem były dostawy papieru, którymi zarządzała władza. Jednak dzięki wsparciu czytelników po roku i ten problem został rozwiązany.

Gazeta postawiła przed sobą jasne założenia: szczerość, prawda i wierne relacje wydarzeń krajowych, co dla innych mediów wcale nie było takie oczywiste. Choć początki były skromne i trochę nieestetyczne, a oponenci nazywali La Jornada biuletynem parafialnym „Nic-Najlepszego”, to po kilku miesiącach osiągnięto nakład 30 tysięcy egzemplarzy, co było bardzo dobrym wynikiem.

Polityczny humor i karykatury


Z miesiąca na miesiąc poprawiał się też nie tylko profesjonalizm, ale i estetyka pozycji. Oprócz ciekawych tekstów, szerokiej gamy tematów, czytelników cieszyły karykatury i humor polityczny, z których La Jornada bardzo szybko zasłynęła. Głównym bohaterem przez lata był rząd i jego ministrowie, ale i sprawy bieżące często trafiały pod osąd karykaturzystów. Do ścisłej czołówki rysowników pierwszych lat dziennika należeli:

  • Rafael Barajas Durán (El Fisgón)
  • Antonio Helguera Martínez (Helguera)
  • Bulmaro Castellanos Loza (Magú)
  • Trino Camacho Orozco (Trino)
  • Gonzalo Rocha (Rocha)

A to, co było ważne dla wszystkich: byli to rodzimi artyści i choć nie wszyscy byli na etacie, to związali swoje losy z dziennikiem na lata i dekady. Carlos Payán, który był dyrektorem, ale prowadził też kolumnę satyrycznych felietonów Rayuela, dużą wagę przykładał do fotografii prasowej. Zabiegał o najlepszych fotografów (Pedro Valtierra, Marco Antonio Cruz), a w gazecie ten dział prowadził Fabrizio León Diez.

18 września 1985 roku cała ekipa hucznie świętowała pierwszy rok istnienia. Przetrwali mimo kłód, jakie im rząd rzucał pod pióra, i nie przypuszczali, że nazajutrz 19 września przyjdzie im zdać pierwszy bardzo ważny egzamin z dziennikarstwa.

Zawsze tam, gdzie dzieje się coś ważnego


O 7:20 rano, kiedy pierwsze numery dziennika wyjechały z drukarni, stolica kraju przeżyła trzęsienie ziemi o sile 8,1 stopnia w skali Richtera. Trwało tylko 2 minuty, ale zniszczenia były ogromne. Dziennikarze, reporterzy i fotoreporterzy, a nawet pracownicy administracji, mimo nieprzespanej nocy ruszyli na ulice, nie tylko do pracy, ale przede wszystkim aby pomóc. Przez kolejne dni na łamach gazety ukazywał się zapis tragedii i heroizmu mieszkańców stolicy Meksyku. Gazeta nie tylko informowała, ale zamieszczała apele o oddawanie krwi, komunikaty alarmowe czy informacyjne. Drukowano listy czytelników, którzy wyrażali swoje opinie i komentarze.

Odbiorcy dziennika wierzyli swoim dziennikarzom i ufali im. Dwa lata później, w trakcie strajku studentów, redaktorzy też nie zawiedli. Relacjonowali na bieżąco sytuację na uniwersytecie i jako nieliczne media byli na marszu 9 lutego, którego efektem było duże panoramiczne zdjęcie i artykuł La manifestación más grande desde 1968 (Największa demonstracja od 1968 roku) z 10 lutego 1987 roku.

Dziwnym trafem kilka lat z rzędu tragedie Meksyku wydarzyły się w dzień jubileuszowy gazety. Tak samo było w 1988 roku, kiedy 19 września przez stan Nuevo León przeszedł huragan Gilbert, niszcząc wszystko na swojej drodze, a główny nagłówek w gazecie brzmiał: 90 ofiar śmiertelnych, 30 000 poszkodowanych, 200 000 zaginionych. I jak tu świętować?

Prestiż La Jornada rośnie


Do końca lat 80. XX wieku La Jornada ugruntowała swoją pozycję na rynku medialnym Meksyku. Jej nakład i zasięg rósł. Obok takich nazwisk jak Elena Poniatowska czy Miguel Ángel Granados Chapa, którzy pisali głównie o polityce, pojawiały się nowe. Młodzi chcieli się uczyć od starszych kolegów. A było od kogo: Carlos Monsiváis (reporter), Victor Roura (szef działu kulturalnego), Luis González de Alba (kolumna Nauka na ulicach) czy Cristina Pacheco (kolumna Mar de Historias) to tylko nieliczne nazwiska związane z dziennikiem w tamtych latach. Niektórzy na etatach, a inni tylko jako współpracownicy, ale tekst na łamach La Jornada chciał mieć każdy.

Podnosiło to prestiż dziennikarza i rangę gazety. Pisali szczerze i otwarcie, nic nie ukrywając. Upadki dyktatur (Chile), wojny (Somalia, Zatoka Perska), wybory czy epidemie jak AIDS były głównymi tematami pierwszej dekady istnienia gazety. Dziennik nie miał swoich korespondentów, więc opierał się na informacjach z międzynarodowych agencji, zostawiając czytelnikom możliwość opinii i komentarzy. Nakład rósł. 

Ale nie tylko polityką Meksykanie żyli. Listy do redakcji w dużej ilości dotyczyły kultury. W związku z tak dużym zainteresowaniem tą dziedziną życia już 23 września 1984 roku powstał dodatek La Jornada Semanal, który od 18 czerwca 1989 roku stał się samodzielną pozycją. Poprawił się też wygląd gazety, gdyż dyrekcja zainwestowała w nową rotacyjną maszynę drukarską, a w redakcji pojawiły się komputery. 

Powstanie w Chiapas


W dekadę lat 90. dziennik wszedł pewnym krokiem. Przestronny, dobrze skomponowany, z dobrej jakości zdjęciami i profesjonalnie pisanymi tekstami. Otwarty na świat i czytelnika. Miał też w swoim zestawie suplementy, takie jak La Jornada de Oriente (1991) czy wspomniany już dodatek kulturalny. Każdy dział miał swojego redaktora naczelnego (szefa), a wszystkim niezmiennie zarządzał Carlos Payán Velver.

W styczniu 1994 roku redakcja ponownie stanęła przed wielkim wyzwaniem. Czytelnicy donieśli o powstaniu rdzennej ludności w Chiapas. Dziennikarki Rosa Rojas i Blanche Petrich wyruszyły w tamten rejon natychmiast. Konflikt stał się światowym tematem, a La Jornada relacjonowała na bieżąco wydarzenia, stając po stronie rebeliantów. W gazecie rozgorzała debata na temat konfliktu i reakcji rządu, a dziennikarze nawoływali społeczeństwo do żądań o zakończenie tej wojny.

Kiedy na łamach gazety ukazał się manifest powstańców (w całości), na redakcję spadły różnego rodzaju groźby, łącznie z groźbami śmierci i oskarżenia. Ale dziennikarze nie poddali się i dzięki gazecie wiadomości poszły w świat. Nie powstrzymał ich nawet zamach na kandydata na prezydenta, Luisa Donalda Colosio. Wywołało to odwrotny efekt i do głosu doszli dziennikarze śledczy, ujawniając korupcję i wielkie defraudacje bankowe. Informacje płynęły szeroką rzeką, a kiedy od 1995 roku gazeta uzyskała dostęp do internetu, było jeszcze łatwiej dotrzeć do odbiorców. 5 lutego ruszyła strona internetowa www.lajornada.unam.mx. W tym samym roku uruchomiono też cyfrowe archiwum gazety.

Niewygodne tematy na łamach gazety


Rok później w dzienniku nastąpiły zmiany. Carlos Payán Velver oddał stery firmy i redakcji w ręce Carmen Liry Saade. Saade była w latach dziewięćdziesiątych dziennikarką z trzydziestoletnim dorobkiem. Brała udział w powstaniu La Jornada i pełniła funkcję zastępcy dyrektora do spraw informacji. W 1986 roku wyjechała do USA jako korespondentka. Wróciła w 1991 i przez kolejnych 5 lat była zastępcą Payána. Była zwolenniczką Fidela Castro i wszystkiego, co działo się na Kubie. Efekt tego widać było na łamach meksykańskiego dziennika.

Zadbała też o rodzime opłotki. 14 listopada 1998 roku zaczęła się edycja regionalnego wydania gazety La Jornada San Luis. Była to druga samodzielna pozycja po La Jornada de Oriente, która początkowo była suplementem, a od 1994 roku pełni rolę dziennika. Obecnie gazeta jako samodzielne jednostki dostępna jest w 10 rejonach Meksyku.

W La Jornada, oprócz większej ilości zdjęć, zaczęły pojawiać się nowe, nie zawsze wygodne tematy. Ruy Pérez Tamayo, patolog i immunolog, popularyzował dziedziny medycyny, Gabriela Rodríguez edukowała seksualnie, Merry MacMasters podejmowała trudny temat feminizmu, a Arnoldo Kraus i Hernán González G. - eutanazji. Dokształcano czytelników na polu ekonomii, archeologii, psychologii, a nawet korridy. Dbano o edukację i historię kraju.

Jako że Saade sama była korespondentką gazety (USA), zadbała i o tę stronę informacji. Coraz częściej dziennikarze La Jornada donosili bezpośrednio z różnych państw, takich jak Kuba, Niemcy, Francja czy Rosja. Rozwinęła się współpraca z gazetami innych krajów, których relacje korespondentów zamieszczano na łamach dziennika. Robert Fisk i Patrick Cockburn z „The Independent” informowali o tym, co dzieje się na Bliskim Wschodzie, a David Brooks relacjonował tragedię z 11 września 2001 w Nowym Jorku i Waszyngtonie.

La Jornada ma też wrogów


Mimo sympatii wielu czytelników, gazeta miała i ma też zaciekłych wrogów. Jej głównym przeciwnikiem był oczywiście rząd, któremu dziennikarze nie ułatwiali życia. Korupcja i nieprawidłowości w nowym stuleciu nie ustały, a wręcz odwrotnie - nasiliły się. Podobnie nie ustały protesty studentów. Już od pierwszych miesięcy 2000 roku na łamach La Jornada było gorąco.

Sam dziennik zachował swój wygląd, choć wciąż grono grafików pracowało nad jego coraz lepszym wizerunkiem. Nowe maszyny drukarskie i komputery w redakcji poprawiły techniczny stan, ale niestety na kolor czytelnicy musieli jeszcze poczekać. Zdarzały się kolorowe zdjęcia w dodatkach, ale podstawowe numery gazety wciąż były czarno-białe, choć niezłe technicznie.

Pierwsze kolorowe zdjęcie na pierwszej stronie ukazało się 14 czerwca 2004 roku. Była to relacja autorstwa Marii Luisy Severiano ze spotkania zawodników Pumas UNAM z kibicami po zakończonych Mistrzostwach Meksyku w piłce nożnej. Od tego czasu kolor w La Jornada gościł coraz częściej.

To, co było (i jest) ciekawostką w gazecie, to to, że szefem redakcji, potocznie zwanym redaktorem naczelnym, był dyrektor generalny. W tym przypadku Carmen Lira. Dziennik był i jest stowarzyszeniem, w którym decyzje podejmuje się kolektywnie. Każdy dział ma swojego przełożonego, a nad wszystkim czuwa dyrektor.

Tożsamość La Jornada


W 2004 roku świętowano okrągłą, 20. rocznicę istnienia dziennika. Z tej okazji Carmen Lira powiedziała: …Konieczne jest przede wszystkim, aby gazeta miała własną tożsamość. „La Jornada” zbudowała jasną i rozpoznawalną tożsamość. (...) Tożsamość ta jest rozpoznawana i wybierana każdego ranka przez czytelników, gdy kupują gazetę, i uważam, że stanowi ona prawdziwy fundament pluralizmu (...) Jak każdy szanujący się organ prasowy, nasza gazeta ma swoją własną linię redakcyjną. A mówienie o linii redakcyjnej oznacza mówienie o światopoglądzie, wizji społeczeństwa i narodu oraz o konkretnym stanowisku politycznym.

Pierwsza dekada nowego stulecia minęła w redakcji pod kątem zmian gospodarczych i społecznych, wojny z kartelami i migracji obywateli. Dokumentowali to dziennikarze tacy jak Karina Avilés, Alfredo Méndez czy Julio Hernández López, ale redakcja w tym czasie liczyła już kilkadziesiąt etatowych dziennikarzy. Gazeta miała 14 różnych sekcji (Política, Economía, Cultura, Deportes), działy takie jak Opinión czy kolumny tematyczne jak Dinero (pieniądze) lub Astillero (stocznia, ale też nazwisko).

Dziennik był przejrzysty, z dobrej jakości dużymi zdjęciami, z czytelną nawigacją, obszernymi artykułami i lewicową linią redakcyjną. Nadal istniał jednozdaniowy felieton, czyli Rayuela (od pierwszego numeru) i obowiązkowe logo. Miał dziennik nawet swoje zagraniczne gwiazdy, jak Amerykanina Noama Chomsky’ego czy urugwajskiego pisarza Eduardo Galeano, którzy od lat drukowali swoje teksty w La Jornada.

Reklamy bez przesady i egzemin z dziennikarstwa


Drugą dekadę nowej ery dziennik zaczął od uruchomienia bezpłatnej aplikacji na iPhone`a i iPada oraz od otwarcia swoich kont na forach społecznościowych. Mimo że nie było badań rynku medialnego, w 2010 roku szacowano, że na 35-40 tysięcy egzemplarzy nakładu gazeta ma tylko w stolicy blisko 280 tysięcy czytelników i około 180 tysięcy wejść w internecie. Wynik zadowalający.

Oprócz rzeczowych i przejrzystych treści czytelnicy doceniali to, że nie było w La Jornada nachalnych reklam. Te, które zamieszczano, były przepuszczane przez sito selekcji, opracowane profesjonalnie pod względem graficznym i treści. Nie było działu ogłoszeń, plotek i sensacji. Wiernie też przestrzegano zasady, że pierwsza i ostatnia strona wyglądały tak samo pod kątem wizualnym. Obie miały duży nagłówek, jedno wyraźne zdjęcie, nawigację, logo i felieton Rayuela. 

Przez dekadę lat 2010-2020, na 48 stronach pojawiło się wiele treści bulwersujących społeczeństwo. Były to wybory w 2012 i 2018 roku, ale też masowe porwania, wojny narkotykowe i protesty. 

W 2014 roku po raz kolejny La Jornada stanęła przed trudnym egzaminem z dziennikarstwa. We wrześniu w trakcie protestów studenckich przeciwko reformie edukacyjnej (Yo Soy 132) doszło do zaginięcia 43 studentów. Jak wykazały niezależne dziennikarskie śledztwa, zamieszane w to zaginięcie były służby meksykańskie i siły zbrojne. Dziennikarze La Jornada komentowali wydarzenia na bieżąco, przeprowadzili własne śledztwo i uruchomili debatę na łamach dziennika.

Ciosy spadają na redakcję


Niestety i w samej gazecie rok 2014 nie był szczęśliwy. Kłopoty zaczęły się po wyborach w 2012 roku, kiedy to redakcja opowiedziała się za nowo wybranym, prawicowym prezydentem Peña Nieto. Ten zakręt nie spodobał się czytelnikom, zwłaszcza że zaczęły się też pojawiać w dzienniku reklamy rządowe. Padły oskarżenia o fałszowanie zdjęć (wrzesień 2011) i o mocne zaangażowanie polityczne (analiza maj 2012), a internautom nie podobało się korzystanie z rządowych pieniędzy.

Nakład zaczął spadać. Dwa lata później wybuchła bomba: La Jornada zbankrutowała! Menedżer Jorge Martínez Jiménez zdefraudował 25 milionów pesos! Co prawda gazeta oficjalnie nie potwierdziła tej sensacji, ale informacja do organów podatkowych poszła, a pracownicy zostali poinformowani, że albo zostaną im obcięte pensje o 24%, albo gazetę trzeba będzie zamknąć. Firma musiała sobie jakoś poradzić, bo gazeta drukowana była nadal.

Kolejny cios przyniosła wiosna 2017 roku. 23 marca została zastrzelona dziennikarka śledcza La Jornada Miroslava Breach Velducea, a w maju korespondent dziennika Javier Valdez Cárdenas. Dziennikarze pisali o kartelach narkotykowych i ich powiązaniach z rządem. To nie jedyne ofiary tej wojny. Jak podają statystyki Reporterów bez Granic w latach 2006-2018 w Meksyku zginęło 102 dziennikarzy, a 14 zaginęło bez śladu.

Słupek popularności La Jornada podskoczył trochę po wyborach w 2018 roku. Gazeta przyjęła wtedy neutralną pozycję. Nie negowała, nie chwaliła, nie oskarżała - opisywała i informowała, pozostawiając opinie i komentarze czytelnikom.

Cztery dekady niezależności


Dwa lata później przyszedł do zdania kolejny egzamin z życia i z dziennikarstwa - pandemia COVID-19. W dzienniku natychmiast uruchomiono specjalną sekcję, w której informowano na bieżąco o sytuacji w kraju i na świecie, podawano liczby zachorowań, namawiano do szczepień. Relacjonowano sytuację na prowincjach i komentowano stosunek władz do zaistniałej sytuacji. Z czasem oprócz suchych faktów zaczęły pojawiać się reportaże i artykuły o problemach związanych z pandemią: kolejki w centrach pomocy, brak dostępu do testów czy brak opieki dla najuboższych. La Jornada edukowała i wspierała swoich czytelników.

Nie obyło się w tym czasie bez protestów. Związane były z pandemią, a zaczęło się w Jalisco, od śmiertelnego pobicia mężczyzny za brak maseczki. Protesty przeszły w zamieszki i trwały pięć dni (4-9 czerwca 2021).

Nie zabrakło gorących tematów politycznych (wybory legislacyjne 2021), społecznych (Operacja Mongoose Azteca przeciwko kartelom, 2022) czy wręcz grozy (atak na więzienie w Ciudad Juárez, zginęło 19 więźniów). Przyroda też nie oszczędziła Meksyku. W lutym 2021 śmierć w wyniku burzy śnieżnej poniosło 14 osób, a w październiku 2023 roku huragan Lidia uderzył w zachodnie wybrzeże Meksyku. O tym wszystkim można było przeczytać w La Jornada.

Mimo trudności i niepowodzeń, we wrześniu 2024 roku świętowano 40. urodziny dziennika. Redakcja podsumowała te cztery dekady jako rekord historyczny codziennych wiadomości z dziedziny polityki, historii, ekonomii i kultury, a ponadto:

  • dziennik był zwiastunem odrodzenia niezależnych mediów;
  • brał udział w historycznych wydarzeniach kraju;
  • od pierwszych dni nawiązał więź z czytelnikami;
  • realizuje misję wyznaczoną w pierwszych dniach istnienia;
  • bierze czynny udział w demokratycznym życiu kraju;
  • jest uczestnikiem debat politycznych, społecznych i kulturowych;
  • pamięta o tych, co odeszli, i nadal realizuje ich założenia i marzenia.

Nic dodać, nic ująć… oby tak dalej.

Kalendarium La Jornada:


  • 1984, 29 lutego - zerowy numer La Jornada
  • 1984, 19 września - pierwszy numer dziennika
  • 1984, 23 września - pierwszy dodatek (kulturalny) La Jornada Semanal
  • 1985, 19 września - trzęsienie ziemi ważnym egzaminem z dziennikarstwa
  • 1989, 18 czerwca - La Jornada Semanal staje się samodzielną pozycją
  • 1991 - pierwsze regionalne wydanie dziennika, La Jornada de Oriente jako suplement, od 1994 roku samodzielna pozycja
  • 1994, styczeń - wybuchł protest rdzennej ludności Meksyku. Gazeta stanęła po stronie rebeliantów
  • 1995 - ruszyło cyfrowe archiwum gazety
  • 1995, 5 lutego - start strony internetowej www.lajornada.unam.mx
  • 1998, 14 listopada - rusza regionalna edycja La Jornada San Luis
  • 2004, 14 czerwca - pierwsze kolorowe zdjęcie na pierwszej stronie
  • 2010 - aplikacja na iPhone’a i iPada
  • 2010 - pierwsze konta społecznościowe
  • 2012 - lewicowa gazeta poparła prawicowego prezydenta
  • 2014 - groźba zamknięcia dziennika (zdefraudowano miliony pesos)
  • 2017, 23 marca - zastrzelono dziennikarkę śledczą Miroslavę Breach Velduceą
  • 2017, 15 maja - w wyniku zamachu zginął korespondent Javier Valdez Cárdenas
  • 2020-2022 - gazeta w okopach COVID-19
  • 2024, wrzesień - uroczyste obchody 40-lecia

źródła:

  • https://www.jornada.com.mx/pagina/quienes-somos
  • https://web.archive.org/web/20060406181451/http://www.pulso.org/Espanol/Nuevos/transparencia%20prensa020809.html
  • https://fr.wikipedia.org/wiki/La_Jornada
  • https://www.jornada.com.mx/
  • https://web.archive.org/web/20121129064631/http://aniversario.jornada.com.mx/
  • https://www.proceso.com.mx/nacional/2021/8/17/televisa-tv-azteca-la-jornada-concentran-286-de-la-publicidad-oficial-270028.html
  • https://agenciainformativaudem.com/2022/06/29/carmen-lira-saade/
  • https://www.lajornadamaya.mx/opinion/236882/cuatro-decadas-de-la-jornada
  • https://www.lajornadamaya.mx/opinion/236882/cuatro-decadas-de-la-jornada
  • https://www.facebook.com/photo.php?fbid=1051639726971087&id=100063752070542&set=a.526410302827368
  • https://www.jornada.com.mx/2016/02/28/cultura/a07n1cul
  • https://www.jornada.com.mx/2009/04/06/politica/015n1pol
  • https://www.pressreader.com/newspapers/n/la-jornada/issues?srsltid=AfmBOorXRaxulQpBkttdCwdqpzgli-2bCR3edcE39u4lBA9nAoKYt5Zt&page=411
  • https://en.granma.cu/cuba/2024-09-20/la-jornada-the-flagship-newspaper-of-the-latin-american-left-turns-40-years-old
  • https://www.lajornadamorelos.mx/editorial/40-anos-de-ser-parte-y-motor/
  • https://aristeguinoticias.com/1909/mexico/la-jornada-30-anos-de-hacer-periodismo-critico/
  • https://ensada.over-blog.es/article-periodico-jornada-mexico-caracteristicas-historia-ideologia-85948927.html
  • https://mtpnoticias.com/nacion-y-mundo/nacional/la-jornada-impresa/
  • https://www.revlat.com/single-post/2018/12/20/fotoperiodismo-mexicano-portadas-y-contraportadas-del-diario-la-jornada-una-forma-de-hist
  • https://www.jornada.com.mx/1998/11/15/presento.html
  • https://web.archive.org/web/20020406010210/http://www.jornada.unam.mx/1999/sep99/990920/sup-periodismo.html
  • https://links.org.au/mexicos-leftist-la-jornada-25-years-rabble-rousing?utm_source=chatgpt.com
  • https://cpj.org/es/2017/05/asesinan-a-javier-valdez-cardenas-periodista-mexic/?utm_source=chatgpt.com
  • https://polemon.mx/quiebra-tecnica-en-la-jornada/?utm_source=chatgpt.com
  • https://etheses.whiterose.ac.uk/id/eprint/2846/1/Change_and_continuity_in_Mexican_Journalism_The_case_of_Morelia_Ruben_Gonzalez.pdf?utm_source=chatgpt.com

Udostępnij znajomym:

dodaj na Facebook prześlij przez Messenger dodaj na Twitter dodaj na LinkedIn

PRZERWA NA REKLAMĘ
Czytaj prasę w PDF

Najnowsze w dziale Historia mediów:

Dimmalætting. Historia najstarszego dziennika na Wyspach Owczych

Małgorzata Dwornik
Najstarsza gazeta na Wyspach Owczych przetrwała pożary, bankructwa i brytyjską "przyjazną okupację". Choć wielokrotnie ogłaszano jej koniec, Dimmalætting od 148 lat niezmiennie relacjonuje życie archipelagu. Ten tytuł dla Farerów stał się symbolem walki o własną tożsamość.

Jamal Khashoggi. Medialna pułapka, iluzja wolności i cena wolnego słowa

Małgorzata Dwornik
Znał osobiście Osamę bin Ladena i doradzał saudyjskim królom, by ostatecznie stać się ich największym krytykiem. Jamal Khashoggi wszedł do konsulatu w Stambule i przepadł bez wieści, wstrząsając światową opinią publiczną. Oto historia człowieka, który przeszedł drogę od pałacowych salonów do wygnania, płacąc najwyższą cenę za walkę o wolność słowa.

Historia The New York Times. Wszystkie wiadomości nadające się do druku

Małgorzata Dwornik
W samym sercu XIX-wiecznego Nowego Jorku, gdy wieści z drugiego końca świata płynęły telegrafem, a gazeta była głosem opinii publicznej, dwóch ambitnych dziennikarzy stworzyło skromny czterostronicowy dziennik, który z czasem przeistoczył się w legendę.

Podobne artykuły:

Daily Monitor. Historia niepokornego dziennika z Ugandy

Małgorzata Dwornik
Walczy z politykami, patrzy na ręce rządowi i naraża się na dziwne zarządzenia, typu: wejście tylko dla dziennikarzy z wyższym wykształceniem albo dla pracujących krócej niż 5 lat. Bo tylko tacy są obiektywni. Od ćwierć wieku Daily Monitor przynosi codzienne informacje z Ugandy. Również w internecie.

POLITIKA. Historia najstarszego dziennika Serbii

Małgorzata Dwornik
W 1904 roku dziennikarz Wladislaw F. Ribnikar założył pierwszą, niezależną serbską gazetę. Oponenci wieszczyli Politice szybki upadek, rząd patrzył podejrzliwie, a czytelnicy... zachwycili się nową jakością. Ribnikar położył podwaliny pod nowoczesne, serbskie dziennikarstwo. Jego następcy mieli jednak zmienne szczęście.

Gejowska prasa w Europie

Tadeusz Sokołowski
Rozwój prasy gejowskiej w naszym kraju ogranicza niski poziom stopy życiowej i uwarunkowania społeczne. W krajach zachodnich sytuacja wygląda zupełnie inaczej. [Źródło: Innastrona.pl]

Historia dziennika Le Monde. Od szybkiego sukcesu do serii kłopotów

Małgorzata Dwornik
W poniedziałek, 18 grudnia 1944 roku na ulicach Paryża pojawił się pierwszy numer wieczornej gazety Le Monde. Jej nakład wynosił 144000 egzemplarzy, które rozeszły się błyskawicznie. W ciągu trzech dekad tytuł zyskał miano najbardziej wpływowego dziennika we Francji, by następnie pogrążyć się w serii skandali i kłopotów finansowych.

więcej w dziale: Historia mediów

praca w mediach

Wydawca, redaktor
praca stacjonarna i online Dziennikarz, reporter
oferty mediów lokalnych, regionalnych i ogólnopolskich Grafik, Social Media, SEO, reklama
Warszawa • Białystok • Bydgoszcz • Gdańsk • Katowice • Kielce • Kraków • Lublin • Łódź • Olsztyn • Opole • Poznań • Rzeszów • Szczecin • Toruń • Wrocław • Zielona Góra • Praca zdalna Więcej

reklama

Drones. For PRO. On discount

dołącz do nas

Facebook LinkedIn X Twitter TikTok Instagram Threads Youtube Google News Blue Sky Social RSS

Reporterzy.info - internetowy magazyn medioznawczy. Świat komunikacji od kuchni. Media, dziennikarstwo, PR i marketing. Dane, raporty, analizy, porady. Historia i rynek, prawo, fotografia, oferty pracy.




Sklep reportera

Sklep reportera

Niedrogie laptopy, notebooki i netbooki
Niedrogie laptopy, notebooki i netbooki
do pisania
Cyfrowe lustrzanki i aparaty kompaktowe
Cyfrowe lustrzanki i aparaty kompaktowe
dla fotoreportera
Książki i e-booki o mediach
Książki i e-booki o mediach
do czytania
Drony wideo i latające kamery
Drony wideo i latające kamery
dla pilota
Gimbale do stabilizacji wideo
Gimbale do stabilizacji wideo
dla operatora
Oprogramowanie i aplikacje
Oprogramowanie i aplikacje
dla twórców
więcej produktów


reklamaMedia Review 24/7
gazety w PDF i epub

Czytaj gazety w PDF i EPUB

Okładka Auto Świat
Auto Świat
Okładka Dziennik Gazeta Prawna
Dziennik Gazeta Prawna
Okładka Forbes
Forbes
Okładka Gazeta Wyborcza
Gazeta Wyborcza
Okładka Newsweek Polska
Newsweek Polska
Okładka Plus Minus
Plus Minus
więcej e-gazet

Reporterzy.info

Dla głodnych wiedzy

Nasze serwisy

Współpraca


© Dwornik.pl Bartłomiej Dwornik 2oo1-2o26