menu
tygodnik internetowy nr 1/2017
poniedziałek, 25 września 2017

25.07.2005 Warsztat reportera

O grzechach czwartej władzy...

Artur Parafinowicz, artykuł udostępniony przez Merkuriusz Uniwersytecki

O grzechach współczesnych mediów z Ireneuszem Sewastianowiczem, jednym z najbardziej znanych dziennikarzy Suwalszczyzny, rozmawia Artur Parafinowicz.

Ireneusz Sewastianowicz - urodzony 23 sierpnia 1957 roku w Lipsku nad Biebrzą. Dziennikarz, reportażysta i felietonista. Absolwent Wydziału Nauk Politycznych Uniwersytetu Warszawskiego. Laureat ponad 20 konkursów, w tym prestiżowej Nagrody Młodych Stowarzyszenia Dziennikarzy RP. Publikował teksty w ponad 50 tytułach. Od 1993 roku pracuje w Gazecie Współczesnej, dzienniku białostockim z oddziałem w Suwałkach.

Jak z perspektywy 21 lat pracy w zawodzie dziennikarza ocenia pan współczesne media?
Niewątpliwie kształt mediów w roku 1989 zmienił się radykalnie - padł państwowy monopol na środki masowego przekazu. Wyszło to mediom zdecydowanie na korzyść, bo wolność prasy i wolność słowa jest jedną z największych wartości. Dzisiaj pewnie już mało kto pamięta, że istniała cenzura, że pisać o wszystkim nie było można. Najważniejszą wiadomością w gazetach było to, co powiedział pierwszy sekretarz i gdzie ten pierwszy sekretarz był.

Przed 1989 rokiem media były siłą propagandową władzy, a dziś - czym są?
Mówi się, że media to czwarta władza, ale ja bym z tym nie przesadzał. Rządy u nas nie upadają, dlatego, że prasa wyciągnie jakiś skandal. Przeważnie jest dużo hałasu, ale niewiele z tego wynika. To jest co najwyżej mechanizm kontrolny systemu demokratycznego, a nie żadna "czwarta władza". Kraj bez mediów kontrolnych byłby innym krajem, wiele afer wyszło na jaw dzięki istnieniu wolnych mediów. Szkoda tylko, że skuteczność tych zabiegów jest jeszcze tak mała i te historie rozmywają się w bezwładzie instytucji, prawa.

Media są też przedsiębiorstwami, które - jak wszystkie inne - muszą generować zyski. Jak to się odbija na ich wizerunku?
Wielkim minusem mediów jest ich komercjalizacja - silna pogoń za zyskiem. Kiedyś istniało pojęcie krypto reklamy, czy reklamy ukrytej. Obecnie poziom etyki zszedł tak nisko, że już nikt się nie bawi w krypto reklamę. Jawna reklama jako tekst czy program dziennikarski jest widoczna na każdym kroku. A jeżeli za reklamowanie czegoś ktoś płaci, to wiadomo, że wymaga określonego produktu medialnego, więc o obiektywności trudno mówić.

Z pogoni za zyskiem wynika inne negatywne zjawisko - epatowanie sensacją. Chodzi o to, żeby przelicytować konkurenta i to nie tylko w bulwarowych gazetach, jak "Fakt" i "Super Express". Widać to nawet w poważnych tytułach, chociażby w "Rzeczpospolitej".

A na ile niezależne politycznie są polskie media?
Tak samo można zarzucić środkom masowego przekazu nieobiektywność, jeżeli chodzi o prezentowanie poglądów politycznych. Nie ma cenzury, ale zazwyczaj właściciel gazety czy radia jest związany z jakąś opcją polityczną i zależy mu, żeby źle pisano i mówiono o jego przeciwnikach. Czytelnicy na szczęście zachowują się zazwyczaj na tyle mądrze, że dostrzegłszy elementy gry politycznej, wyraźnie dają wyraz swojej opinii - nakłady i wiarygodność gazet spadają. Tak jest w przypadku tych tytułów, które oficjalnie odżegnują się od jakichkolwiek sympatii politycznych, a mimo to lansują pewne kierunki, pewnych ludzi itd.

Środowisku dziennikarskiemu zarzuca się często brak solidarności. Zgadza się pan z tą opinia?
W środowisku walczącym o czytelnika wszystkie chwyty zaczynają być dozwolone, nawet między kolegami "po fachu". Pojawia się też poczucie fałszywej solidarności zawodowej. Tak jak z lekarzami. Błędy dziennikarzy trafiają jednak na pierwsze strony gazet i potem trudno je odwrócić. Np. sprawa wydawcy "Wiadomości Polickich", Andrzeja Marka. Został skazany przez sąd za zniesławienie. Nie odwołał się od wyroku, więc kazano mu iść siedzieć. Nagle połowa Polski dziennikarskiej w poczuciu solidarności zawodowej wystąpiła w jego obronie. Później niektóre z tych tytułów, które broniły więźnia sumienia, przyznawały, że Marek niekoniecznie działał w obronie interesu publicznego. Pokłócił się z urzędem miasta, bo Ratusz przestał u zamawiać reklamy w jego piśmie.. Zatem ta solidarność dziennikarzy była kolejnym chwytem dla przyciągnięcia uwagi czytelników, rozdmuchiwaniem sprawy.
Zresztą to środowisko nie jest wolne od hipokryzji. Znów posłużę się przykładem - w pogoni za czytelnikiem drukuje się zdjęcia ociekające krwią. Aż dochodzi do sytuacji, w której ginie dziennikarz Telewizji Polskiej. "Super Express" publikuje jego zdjęcie na pierwszej stronie. Nagle wszyscy się oburzają, że to skandal. Skandal, dlatego, że to "nasz" dziennikarz. Z kolei zdjęcie lidera Hamasu w kałuży krwi nikogo nie rusza. Moim zdaniem taka relatywność ocen jest hipokryzją.

Jest pan zwolennikiem licencjonowania zawodu dziennikarza?
Nie, choć do tego zawodu trafia zbyt wiele nieodpowiednich osób. W Polsce Ludowej przy rekrutacji do zawodu dziennikarskiego był wymóg skończenia studiów. Tak również było w II RP - nim człowiek trafił do zawodu dziennikarskiego musiał przejść przez solidne sito. W tej chwili kompletnie nikt nie zwraca uwagi na to, kto trafia do tego zawodu, a trafiają ludzie bardzo często przypadkowi. Bez wiedzy i kultury, bez zielonego pojęcia o świecie i stąd ukazują się teksty płytkie, robione na chybcika i głupie. Zresztą sprowadza się to do takich absurdów jak nagłośniona swego czasu przez "Rzeczpospolitą" historia dziennikarza TVN, który zajmował się w tej stacji dziennikarstwem śledczym. Jak się okazało siedział dwa, czy trzy razy w kryminale za pospolite przestępstwa. Każdy może się zmienić, ale dziennikarstwo jest zawodem zaufania publicznego. Ale jak ma być, skoro właściciele mediów nie wymagają od dziennikarza ustawicznego dokształcania się, tylko pracy za jak najmniejsze pieniądze.

Dziękuję za rozmowę

Zobacz artykuły na podobny temat:

Piotr Najsztub nie walczy z głupotą: "Ja ją ośmieszam"

Maciej Czujko
Nie samą ironią człowiek żyje. Piotr Najsztub zapytany o to, kogo wskrzesiłby po to, by z nim porozmawiać, odpowiada bez namysłu: Jezusa. Jeśli, oczywiście, istniał.

Sposób 30

Patrycja Kierzkowska
Spory są ciekawym zjawiskiem - w codziennych relacjach, blogosferze, biznesie, polityce. Mogłabym tu przytoczyć kilka przykładów sporów, ale...

Młodsi idą

Wojciech Giełżyński
Niestety, w dziennikarstwie "pisanym" nowych orłów pozostanie niewielu. Jak szczygły i skowronki odlecą ku rozmaitym tok-szołom, "Big Brotherom". Źródło: Tygodnik Powszechny.

praca w mediach

Whitepress

reklama





zarabiaj

Zarabiaj z Reporterzy.info

więcej ofert

Reporterzy.info

Dla głodnych wiedzy

Nasze serwisy

Współpraca


© Bartłomiej Dwornik 2oo1-2o17