menu szukaj
tygodnik internetowy ISSN 2544-5839
nowe artykuły w każdy poniedziałek
tytuł monitorowany przez IMM i PSMM
zamknij

25.12.2017 Historia mediów

Peter Arnett. Reporter wojenny, groźniejszy niż batalion Wietkongu

Małgorzata Dwornik

Arnett to ikona dziennikarstwa wojennego. Pierwszą relację z Laosu przemycił z narażeniem życia, przepływając wpław Mekong. Za materiały z Wietnamu zdobył nagrodę Pulitzera. Ma na koncie wywiady z Saddamem Husseinem i Osamą bin Ladenem. Pentagon nazywał go "zdrajcą z Bagdadu" i domagał się wyrzucenia go z pracy. Arnett nie owijał w bawełnę i nie dał zamknąć sobie ust.

Peter ArnettPeter Arnett w roku 2016 [fot. Jay Godwin/public domain/Wikimedia]

Nowa Zelandia, Wyspa Południowa, rejon Southland, miasteczko Riverton. To tu 13 listopada 1934 roku przychodzi na świat Peter Arnett. Wraz z dwójką braci dorasta w Bluff - miasteczku na “końcu świata”. Niespokojna dusza, ciągle czegoś szuka, za czymś gna. Niski, krępy, niepokorny siedemnastolatek kończy szkołę i nie bardzo wie co z sobą zrobić. 7 stycznia 1951 roku odwiedza starszego brata Johna, który pracuje w gazecie The Southland Times w Invercargill.

Od tego momentu zna swój cel w życiu. Latem już pisał swój pierwszy tekst. W redakcji The Southland Times spędził trzy lata. Nabrał szlifów i ogłady. Ciągnie go jednak wielki świat. Po niespełna dziesięciu latach zostaje reporterem Associated Press. Fascynuje go Orient. Kiedy więc w 1959 roku zaczyna być głośno o Laosie i kapitanie Le Kong, dwudziestosześcioletni Peter postanawia zbadać sprawę z bliska. Pierwszy etap to Indonezja a następnie Laos. Tu zakłada małą, angielskojęzyczną gazetę. Jest u źródła.

Szalony reporter znad Mekongu


Kiedy 10 sierpnia 1960 roku dochodzi do obalenia rządu, granice kraju zostają zablokowane i brak kontaktu z zewnętrznym światem, Peter Arnett postanawia mimo wszystko ogłosić wszystkim, co wydarzyło się w tym małym kraju. Porywa się na szalony wręcz czyn. Przed nim rzeka Mekong. Mosty zablokowane, łodzi żadnej nie ma. Z artykułem, paszportem i 200 dolarami w zębach płynie wpław na drugi brzeg. Tam jest Tajlandia, wolność i telegraf. Kierowca ciężarówki pomaga mu dotrzeć do Udorn Thani, gdzie za sto dolarów opłaty wysyła wiadomość do Associated Press. Potem wraca nad rzekę i tą samą drogą do Laosu. Ma nadzieję, że jego trud się opłacił.

Nazajutrz, 11 sierpnia 1960 roku, ludzie na całym świecie dowiedzieli się o przewrocie Le Konga. W niektórych gazetach pojawiło się nawet nazwisko “szalonego” autora. Arnett idzie za ciosem i następnej nocy powtarza swoją akcję. Tym razem obciążenie jest większe. Na szyi ma zabezpieczone rolki z filmami i artykuły nie tylko swoje, ale też innych reporterów. Tak zaczęła się kariera najpopularniejszego korespondenta wojennego XX wieku.

Agencji spodobał się zapał i determinacja młodego dziennikarza, więc wysłała go jako swojego reportera do Wietnamu. Niepokoje podzielonego kraju zaczęły być niebezpieczne. Polityka i religia to niezbyt przyjazna para. W roku 1963 Arnett był już w Sajgonie. I tu stał się światowym bohaterem kolejnego incydentu.

Bijatyka w Sajgonie


7 lipca 1963 miała odbyć się demonstracja buddystów przeciwko rządom Diệm. Dziennikarze stali pod Pagodą Chanatareansey w północnym Sajgonie, czekając na koniec ceremonii religijnej. W tej grupie byli między innymi:

  • Peter Arnett i Malcolm Browne z Associated Press,
  • David Halberstam z The New York Times,
  • Neil Sheehan z United Press International
  • oraz Peter Kalischer z CBS.

Kiedy demonstranci ruszyli wąską uliczką, stanęli oko w oko z policją. Nie stawiali oporu ale Browne i Arnett zaczęli robić zdjęcia. Wtedy z tłumu wyskoczyli policjanci w cywilu. Wściekli, zaatakowali reporterów, chcąc zniszczyć sprzęt fotograficzny. Wywiązała się szamotanina, w trakcie której pobito i skopano Arnetta. Na pomoc kolegom ruszył Halberstam. Był postawnym mężczyzną. Górował nad niskimi Wietnamczykami, a kiedy zaczął krzyczeć i machać rękoma ci rozpierzchli się. Efektem tego zamieszania był zniszczony sprzęt i rozbity nos Arnetta. Cały materiał jednak ocalał, dlatego też drugiego dnia prawie we wszystkich amerykańskich dziennikach ukazało się zdjęcie pobitego dziennikarza i wiadomość o metodach wietnamskiej władzy.

Wietnamczycy oskarżyli dziennikarzy o organizowanie nielegalnych demonstracji, pobicie policjantów a nawet o szpiegostwo. W całość afery wmieszała się ambasada brytyjska, jako że Arnett był obywatelem Nowej Zelandii a nie USA. Ambasador Frederick Nolting miał większą siłę przebicia i silniejszy głos, więc po godzinnej kłótni zarzuty wycofano. Po raz kolejny Peter Arnett zaistniał jako niepokorny dziennikarz i rozpoczął swoją przygodę tym razem z Wietnamem, która trwała 10 lat.

Bardziej szkodliwy, niż batalion Wietkongu


Jest na miejscu kiedy przybywają pierwsze oddziały amerykańskie. Ogląda pierwszy pokaz siły z jednej i drugiej strony w połowie sierpnia 1965 roku. Ale kiedy przez przypadek ratuje z opałów żołnierzy Kolumny Zaopatrzeniowej 21, zaczyna patrzeć i widzieć sprawy wietnamskie inaczej. Jego artykuł The Death of Supply Column 21 (Śmierć Kolumny Zaopatrzenia 21) wywołał wiele zamieszania.

Arnett opisał starcie żołnierzy amerykańskich z Wietkongiem, które widział i sfotografował z pokładu helikoptera. Ciężkie opancerzone wozy, które nie były zdolne do walki, ugrzęzły na polu ryżowym. Akcja ratowania tych, którzy przeżyli, nie była łatwa ale udało się. Na drugi dzień po ukazaniu się artykułu dowództwo Marines zaprzeczyło, jakoby taka jednostka jak Supply Column 21 w ogóle istniała. Arnett i fotograf Tim Page, którzy ratowali rannych żołnierzy mieli jednak dowód tych wydarzeń - zdjęcia. Wielu wysokich rangą oficerów było niezadowolonych z takiego obrotu sprawy, ale musieli wycofać się ze swoich opinii po oficjalnym pokazie slajdów w wydawnictwie.

Od tego czasu Arnett był czujny i wyczulony na zwykłego żołnierza. Brał udział w wielu akcjach, które opisywał w swoich relacjach. Nie owijał w bawełnę, pisał jak było naprawdę. Prosty żołnierz, jego dzień, walka, śmierć. Cywile, którzy pomagali i ginęli i ci którzy zdradzali. Nie podobało się to władzom. Za artykuł o misji spod Hillem 875 zażądano wręcz usunięcia go z agencji i odwołania z Wietnamu. Prezydent Lyndon Johnson powiedział o nim, że jest “ bardziej szkodliwy dla sprawy amerykańskiej niż cały batalion Wietkongu” (1965).

Na podstawie historii Petera Arneta, Malcolma Browneview, Horsta Faasa, Davida Halberstama, Neila Sheehana i ich pracy w Wietnamie reżyser Thomas D. Herman nakręcił w 2016 roku film dokumentalny Dateline: Saigon, który zdobył wiele nagród na festiwalach filmów dokumentalnych.



Pulitzer z Wietnamu, pech w Afganistanie


Nie wyjechał, został, pisał. Za swoje artykuły z Wietnamu dostał w 1966 roku Nagrodę Pulitzera. Do historii przeszło zacytowane przez niego zdanie w depeszy z 7 lutego 1968 roku, wypowiedziane przez wysokiej rangi oficera amerykańskiego w Ben Tre podczas ofensywy Tet: "Konieczne stało się zniszczenie miasta, by je uratować". Wypowiedź tajemniczego oficera, którego personaliów nigdy Arnett nie zdradził, doczekała się wielu wersji i przeróbek. Wywołała też wiele dyskusji i starć.

Wojna w Wietnamie to nie tylko praca dziennikarza Petera Arnetta, to też kawałek jego “prywaty”. Tu pochował swoich przyjaciół: Henri Huet, Huynh Thanh My i Bernie Kolenberga i Johna Cantwella. Tu poznał Ninę Nguyen, z którą w 1964 roku, w Sajgonie wziął ślub. Żona trwała przy nim do ostatniej depeszy z 30 kwietnia 1975 roku, kiedy padł Sajgon. Wyjechali razem do Nowego Jorku i zamieszkali w dzielnicy Upper East Side. Dochowali się dwójki dzieci: Andrzeja i Elę. Rozstali się w 1983 roku, aby znów połączyć w 2006 i wieść wspólnie spokojne życie emerytów.

Arnett brał też udział w negocjacjach w sprawie jeńców wojennych. We wrześniu 1972 roku wstąpił do grupy aktywistów pokojowych. Razem z Williamem Sloane`a Coffinem i Davidem Dillingerem pojechali do Hanoi, aby sprowadzić trzech jeńców wojennych do kraju.

Kiedy w 1979 roku Sowieci wkroczyli do Afganistanu, Arnett pracował dla tygodnika Parade. Jego dusza reportera wojennego wygrała w prywatnej batalii z rodzinnymi pieleszami. W 1982 roku przekroczył nielegalnie granicę pakistańsko-afgańską. Towarzyszył mu osobnik Healy, jego kontakt. Obaj przebrani za tubylców, w towarzystwie Mudżahedinów dotarli do kryjówki rebeliantów w Dżalalabadzie. Niestety, wyprawa skończyła się fiaskiem, w rzece Kunar do której wpadł Healy z całym sprzętem dziennikarza. O tej niefortunnej wyprawie Arnett opowiedział rosyjskiemu dziennikarzowi śledczemu Artemowi Borowikowi, a ten opisał to w swojej książce The Hidden War wydanej w 1990 roku.

Nie udało się w Afganistanie, więc Arnett poleciał do Iranu, do Teheranu. Jako starszy reporter Associated Press w latach 1979-1980 donosił o nowo powstałej republice islamskiej. To w tym czasie doszło do tajnej operacji wywiezienia sześciu zbiegłych pracowników ambasady amerykańskiej, po zajęciu jej przez oddziały islamskich studentów. Peter Arnett opuszczał Teheran na pokładzie szwajcarskiego samolotu Swiss-Air i był pewien, że uratowani też nim lecieli. Ale stuprocentowej pewności nie miał.

Magia telewizji. Peter Arnett nadaje z Bagdadu


W 1980 roku Michael Maclear, kanadyjski dziennikarz i filmowiec, zaproponował Arnettowi napisanie scenariusza do dokumentu o wojnie w Wietnamie. Dziennikarz się zgodził i tak powstało 26 półgodzinnych odcinków serialu dokumentalnego Wietnam: The Ten Thousand Day War (Wietnam: Dziesięć tysięcy dni wojny). Dokument wyemitowano w Kanadzie w telewizji CBC, w Stanach Zjednoczonych i Wielkiej Brytanii na kanale 4. Arnett poznał wtedy możliwości telewizji.

Od pewnego czasu miał poczucie, że nie dociera do ludzi a przynajmniej nie do takiej rzeszy, jak by tego chciał. Coraz mniej jest czytelników a coraz więcej telewidzów. Choć napisał dla Associated Press blisko 3000 tekstów, reportaży, artykułów, telewizja stawiała przed nim nowe wyzwania. Postanowił zamienić pióro na mikrofon. W 1981 roku zgłosił się do CNN, do Teda Turnera i został przyjęty. Stał się dziennikarzem telewizyjnym na kolejne 18 lat.

Zawsze był tam gdzie coś się działo, zwłaszcza jeśli to miało związek z prostym człowiekiem, żołnierzem. Od 1980 roku miał już podwójne obywatelstwo nowozelandzkie i amerykańskie. Wydawałoby się, że władza mogłaby łatwiej na niego wpłynąć. Nic mylnego. Dał tego dowód podczas kolejnych wojennych chwil tym razem w Zatoce Perskiej a dokładnie w Bagdadzie.

W 1991 roku, w Iraku, jedynie CNN miało odpowiedni sprzęt do przekazów na żywo. Arnett i dwóch innych dziennikarzy stacji Bernard Shaw i John Holliman nadają relacje już od 17 stycznia. W tym czasie w Iraku było około 40 zagranicznych korespondentów. Kiedy Arnett dowiedział się o możliwości zbombardowania Al-Rashid Hotel, gdzie mieszkał, odmówił jego opuszczenia. Ponoć w piwnicach hotelu była baza łączności irackich wojskowych, ale stuprocentowej pewności nie było. Za to na pewno dziennikarze mieli tam swoje biura.

Jednak kiedy działania wojenne przybrały na sile i zrobiło się niebezpiecznie dziennikarze wyjechali. Arnett został sam. Nadal nadawał, choć w koło niego wybuchały bomby i wyły syreny. Relacje były dokładne do bólu. Przez kolejnych pięć tygodni mówił o “inteligentnych bombach” i “chirurgicznej precyzji”, o zniszczonych wioskach, o stratach w ludności cywilnej, o rannych i zabitych.

"Zdrajca z Bagdadu" robi wywiad z Saddamem


Jego relacje nie były mile widziane “na górze”. Oskarżono go o “niepatriotyczne dziennikarstwo” i nazwano “zdrajcą Bagdadu”. Niedługo po zakończeniu działań wojennych dziennikarz dolał oliwy do ognia. Świat poznał wojnę od drugiej strony. 28 stycznia 1991 roku w CNN ukazał się nieocenzurowany wywiad z Saddamem Husseinem, przeprowadzony oczywiście przez Arnetta. Irakijczycy pozwolili mu zostać w kraju a on to wykorzystał do maksimum. Nie zostało to mile przyjęte przez władze USA.



Mimo nacisków, stacja CNN go wspiera a on robi swoje. W 1994 roku wydaje książkę "Live from the Battlefield: From Vietnam to Baghdad", która została uznana przez New York Times za książkę roku, a w The LA Times napisano, że choć formy dziennikarstwa się zmieniają to dobry dziennikarz zostaje zawsze dobrym dziennikarzem.

Pentagon stawia na swoim. Arnett odchodzi z CNN


Ponownie zrobiło się o nim głośno, kiedy to w marcu 1997 roku przeprowadził wywiad z Osamą bin Ladenem.



I jeśli tu można mówić o sukcesie to klęską okazał się opublikowany raport Dolina Śmierci z 7 czerwca 1998 roku. Był to materiał przygotowany przez CNN i TIMES. Dowodził, że w 1970 roku w tajnej operacji Tailwind został użyty gaz bojowy sarin, przeciwko grupie amerykańskich dezerterów. Rozpętała się burza w środku której byli twórcy raportu:

  • April Oliver,
  • Jack Smith,
  • Pam Hill
  • i oczywiście Peter Arnett jako główny “winowajca”.

Zaczęły się śledztwa, dochodzenia i w Pentagonie i w stacji. Przedstawieni zostali świadkowie. Wojsko udowodniło, że nie było nie tylko sarinu ale i dezerterów. W finale sprawy odwołano raport, zwolniono twórców a Arnett dostał upomnienie. Sprawa oparła się o sąd i odszkodowania. Pentagon postawił warunek, że będzie współpracował z CNN tylko wtedy, jeśli zwolnią Petera Arnetta. Więc zwolnił się sam…. w 1999 roku już go w stacji nie było.

Zbyt cięty język dla NBC, w sam raz dla Daily Mirror


Nie umiał spokojnie usiedzieć w jednym miejscu ale też zdawał sobie sprawę, że nie jest już tym młodzieniaszkiem, który przepłynął Mekong. Zgłosił chęć współpracy z telewizją HDNet. Dla nich relacjonował amerykańską inwazję na Afganistan na przełomie lat 2001-20002. Współpracował z Foreign TV.com i Camera Planet TV w Nowym Jorku. Dla National Geographic Explorer i NBC miał komentować z Bagdadu inwazję na Irak w 2003 roku.

31 marca udzielił telewizji irackiej wywiadu, w trakcie którego skrytykował plany wojenne USA. Wywołał falę niezadowolenia w całym kraju. Wszyscy protestowali przeciw “antyamerykańskiej“ wypowiedzi dziennikarza. W pierwszym momencie NBC próbowało bronić swojego reportera, ale ataki były tak silne, że następnego dnia zerwali umowę z Arnettem i stacja i National Geographic. Za to natychmiast zgłosiła się do niego redakcja The Daily Mirror. Gazeta była przeciwna kolejnej wojnie i poglądy dziennikarza jej nie przeszkadzały a jego nazwisko na pierwszej stronie było świetną reklamą. Kilka dni później współpracował już z grecką telewizją NET i belgijską VTM i kilkoma azjatyckimi stacjami.

REKLAMA

Po blisko 50 latach czynnej służby dla dziennikarstwa postanowił wreszcie odpocząć. W 2007 roku ogłosił swoją emeryturę. Razem z Niną, z którą ponownie związał się w 2006 roku, zamieszkał w Fountain Valley, w Los Angeles. Choć zaprzestał pracy w terenie, nie zerwał zupełnie z zawodem. W latach 2007-2015 uczył dziennikarstwa młodych adeptów tej sztuki na chińskim Uniwersytecie Shantou, a w 2015 roku opublikował kolejne swoje wspomnienia ”Sajgon upadły”.

Dziś z rzadka rozpoznawalny żyje w poczuciu spełnionego i dobrze przeżytego życia. Często wraca wspomnieniami do rzeki, od której fal zaczęła się jego kariera. Jest bohaterem książki Roberta Wienera Na żywo z Bagdadu i filmu o tym samym tytule. Ma na swoim koncie blisko 57 nagród dziennikarskich, a także honorowe doktoraty na uniwersytetach w Stanach Zjednoczonych i Brazylii. W 2012 roku za swoją działalność i postawę otrzymuje Nowozelandzki Order Zasługi. W ojczyźnie, której nigdy się nie wyparł, a wręcz odwrotnie, zawsze zaznaczał skąd pochodzi, szczycą się nimi i uważają za bohatera. Jest jedynym nowozelandzkim dziennikarzem, który osiągnął wszystko i jest spełniony w stu procentach.

Kalendarium:


  • 1934, 13 listopad - Riverton, narodziny Petera Arneta
  • 1951 - pierwsza praca w The Southland Times
  • 1960, 10 sierpień - przeprawa przez Mekong do Tajlandii z wiadomościami o przewrocie w Laosie.
  • 1963, 7 lipca - relacja z zamieszek w Sajgonie. Zdjęcie pobitego Arnetta w prasie amerykańskiej
  • 1964 - ślub z Niną Nguyen
  • 1965 - akcja ratowania 21 kolumny Zaopatrzenia i edycja kontrowersyjnego artykułu “The Death of Supply Column 21”
  • 1966 - nagroda Pulitzera
  • 1972, wrzesień - wstępuje do grupy aktywistów pokojowych i bierze udział w sprowadzeniu do kraju trzech jeńców wojennych.
  • 1975, 30 kwiecień - ostatnia depesza z Sajgonu
  • 1979-1980 pobyt i praca w Teheranie
  • 1980 - pisze scenariusz do dokumentu Wietnam: The Ten Thousand Day War
  • 1981 - podejmuje pracę w CNN
  • 1982 - przekracza nielegalnie granicę pakistańsko- afgańską ale misja nie dochodzi do skutku
  • 1991, 17 styczeń - bezpośrednia transmisja z bombardowanego Bagdadu
  • 1991, 28 styczeń - wywiad z Saddamem Husseinem
  • 1994 - wydanie książki Live from the Battlefield: From Vietnam to Baghdad
  • 1997, marzec - wywiad z Osamą Bin Ladenem
  • 1998, 7 czerwiec - raport Dolina śmierci
  • 1999 - rozstanie z CNN
  • 2001-2002 - współpraca z telewizją HDNet i relacje z Afganistanu
  • 2003 - kontrowersyjny wywiad dla telewizji irackiej
  • 2007-2015 - wykłady na na chińskim Uniwersytecie Shantou
  • 2012 - otrzymuje Nowozelandzki Order Zasługi
  • 2015 - drugie wspomnienia wydane drukiem Sajgon upadły

*****

źródła:
  • https://thespinoff.co.nz/media/22-03-2016/how-new-zealands-peter-arnett-the-worlds-greatest-war-correspondent-found-peace-at-last/
  • https://en.wikipedia.org/wiki/Peter_Arnett
  • http://archives.cjr.org/feature/the_death_of_supply_column_21.php
  • http://ppww.hkbu.edu.hk/eng/BIO/BIO_peter. html
  • https://www.nzonscreen.com/person/peter-arnett/biography
  • https://www.theguardian.com/media/2003/mar/31/broadcasting.Iraqandthemedia1
  • https://pl.wikipedia.org/wiki/Peter_Arnett

Udostępnij znajomym:

dodaj na Facebook prześlij przez Messenger dodaj na Twitter dodaj na LinkedIn


PRZERWA NA REKLAMĘ

Zobacz artykuły na podobny temat:

Historia Der Spiegel. Kontrowersyjny tygodnik z największym archiwum

Małgorzata Dwornik
Choć nakład według ostatnich danych wynosi nieco ponad 700 tysięcy egzemplarzy, to Der Spiegel dociera do blisko 5,5 miliona czytelników. Tygodnik był i nadal jest kontrowersyjny w swych opiniach. Miał i ma przeciwników we wszystkich społecznościach. Zawsze był jednak doceniany za swoją szczerość i uczciwość.

Historia Die Welt. Gazeta, której marzeniem było zjednoczenie Niemiec

Małgorzata Dwornik
2 kwietnia 1946 roku w Hamburgu, a właściwie w jego ruinach, ukazała się pierwsza niemiecka gazeta pod patronatem wojskowych władz brytyjskich. Przez lata redakcja Die Welt udowadniała, że dobry, ogólnokrajowy tytuł można wydawać poza stolicą. Kiedy już się do niej przenieśli, wyznaczali kolejne, tym razem cyfrowe szlaki.

The Globe And Mail. Historia gazety z własnym pociągiem do kolportażu

Małgorzata Dwornik
Twórca kanadyjskiego The Globe miał przydomek "mistrza denuncjacji", stosującego dziennikarski terroryzm. Rynek zdobywał błyskawicznie dzięki nowatorskim pomysłom. Jak własny pociąg do kolportażu i... prognozowania pogody. Były gazeciarz kupił tytuł za 1,3 miliona dolarów i połączył z największym konkurentem na rynku. Oto arcyciekawa historia The Globe And Mail.

Chosun Ilbo. Historia koreańskiej gazety - wojownika

Małgorzata Dwornik
Od 1920 roku dziennik 조선일보 w Hangul, czyli 朝鮮日報 w Hanja lub Chosun Ilbo po angielsku, za punkt honoru obrał sobie bycie uszami i oczami Koreańczyków. Dziś gazeta, która poprowadziła Koreę do niepodległości, ma prawie dwa miliony egzemplarzy nakładu i pozycję największej gazety w kraju.

USA Today. Historia gazety dla ludzi mobilnych

Małgorzata Dwornik
Pierwszy numer USA Today był kolorowy i skupiał się głównie na walorach wizualnych. Treści i ich forma bliższe były relacjom telewizyjnym a układ dostosowany do zainteresowań czytelnika. Krytycy nie zostawili suchej nitki na premierowym numerze nazywając go "Mc Paper", jednak czytelnikom odpowiadała forma gazety i dali temu dowód wykupując cały nakład. Podobnie było z kolejnymi numerami.

Hürriyet czyli Wolność. Historia gazety zwanej flagowym okrętem Turcji

Małgorzata Dwornik
Przez 73 lata istnienia turecki Hürriyet zapisał się w historii nie tylko tureckich mediów. Nie kłania się żadnej władzy, co wiele razy ściągało nad redakcję czarne chmury. Drukowana gazeta ma dziś już tylko 212000 egzemplarzy, za to strona internetowa gazety jest czwartym co do wielkości serwisem informacyjnym w Europie.

Playboy. Historia magazynu z rozrywką dla... wszystkich

Małgorzata Dwornik
Był 1953 rok, kiedy młody dziennikarz Hugh Hefner zaciągnął pożyczkę hipoteczną i namówił 45 udziałowców do sfinansowania pomysłu na magazyn erotyczny Stag Party (Wieczór kawalerski). Jednak kiedy wydawnictwo STAG zagroziło pozwem o naruszenie ich znaku firmowego, Hefner zmienił nazwę. Na PLAYBOY.

więcej w dziale: Historia mediów

dołącz do nas

Facebook Twitter Google+ LinkedIn RSS

reklama

Lidl.pl
Dwornik.pl • szkolenia • warsztaty • marketing internetowy



zarabiaj

Zarabiaj przez internet

więcej ofert



Reporterzy.info

Dla głodnych wiedzy

Nasze serwisy

Współpraca


© Dwornik.pl Bartłomiej Dwornik 2oo1-2o22